Próba ognia

czwartek, 22 sierpnia 2013

Hał old ar ju?



Mam problem. Poza tym, że cierpię na temporalny książkowstręt, ale to akurat mniej istotne. Wyjątkowo nie jest to problem zdrowotny. Zestarzałam się. Serio. Nie chodzi tylko o siwe włosy, które pokrywam z uporem kolejnymi farbami, czy o to, że nikt w sklepie nie pyta mnie już o dowód osobisty – chodzi o to, że wściekam się nieludzko, stając przed półką z książkami.

                Lubię fantastykę. Zawsze lubiłam, wychowałam się na przeróżnych seriach fantasy. Lat miałam naście, mniej-naście i więcej-naście, nieważne, zarywałam noce (i psułam wzrok), byle tylko przeczytać dalej, dowiedzieć się czegoś jeszcze. Jak chciałam zwykłą fantasy miałam Tolkiena, Smoczą Lancę, Tada Williamsa i Gemmela. Romansów paranormalnych wówczas jeszcze nie wynaleziono, jak chciałam o wąpierzach, miałam Anne Rice i Stokera. Z cyberpunkiem zapoznałam się za pośrednictwem Gibsona (z którego nic nie rozumiałam), z SF poprzed „Diunę” Franka Herberta. Część z książek nie przypadła mi specjalnie do gustu – „Neuromancer” i „Ubik” raczej nie są lekturami dla czternastolatki, ale wielkiego wyboru nie było.

                Teraz wybór jest spory, a ja dostaję szału.

                Byłam ostatnio w Empiku (kto ma czwarty sezon „Wojen Klonów” na DVD?) i polazłam pogrzebać w fantastyce. Mimo znacznego spadku zainteresowania gatunkiem, nadal sporo tego wychodzi. Zoczyłam jakąś wyjątkowo nietypową okładkę (jestem pies na okładki, zboczenie zawodowe), ujrzałam napis w stylu „najlepsza książka według” i uznałam, że może rzucę okiem. Osiemnastoletni ktoś tam jest jedynym w swoim rodzaju… Nie, dziękuję. Dziękuję uprzejmie, poproszę kogoś w wieku 25, 30, 40 nawet, ale nie kolejnego młodego geniusza, który za moment okaże się mądrzejszy od całej populacji. Nie ze mną te numery, Bruner, nie kupuję tego. 

                Nie kupuję tego, bo mam dość utożsamiania fantastyki z lekturą dla młodego czytelnika. Przez wiele lat fantaści stawali na głowie, żeby udowodnić połowie świata, że piszą dla szerszej grupy odbiorców, dla czytelników dorosłych, jakoś tam wyrobionych. Nie mam nic przeciwko literaturze dla młodzieży – lubię ją, zajmuję się nią, siedzę w niej od lat. Tyle tylko, że jeszcze kilka lat temu nie bałam się, że kupując książkę „fantastyczną” trafię na młodzieżówkę. Kilka lat temu młody czytelnik nie miał problemów, by utożsamiać się z bohaterem starszym od siebie o 10-20 lat, a ja nie rozbijałam sobie głowy o postacie z problemami pokroju pocałować, czy nie pocałować i co ona sobie właściwie pomyśli. Nawet w głupawej i naprawdę kiepsko napisanej Smoczej Lancy bohaterowie mieli swoje lata – Tanis nie był czternastolatkiem, a Raistlin nie martwił się tym, że ona nie odwzajemniła jego spojrzenia. 

                Gdzieś po drodze, w masowej opinii, zatarły się granice między fantastyką młodzieżową, a fantastyką w ogóle. Kiedyś młodzi ludzie musieli grzebać, żeby wyciągnąć coś dla siebie, teraz dorośli mają problem z namierzeniem książki, której bohater jest mniej więcej w ich wieku. Nie mam absolutnie niczego przeciwko młodzieżówce – niektóre książki są naprawdę fajne, wścieka mnie tylko to, że często rzeczy, po których spodziewałabym się, że są dla dorosłych, skierowane są de facto do młodszych ludzi. Czasem zastanawiam się również, czy nie jest to jeden z powodów, dla których ludzie generalnie odbijają się od fantastyki. Autorzy i wydawcy tak bardzo starają się zachęcić do siebie młodzież, że cierpią na tym starsi czytelnicy.  

                Z drugiej strony – co ja tam wiem? Fantastyczne bestsellery dalekiego zasięgu, które podbiły serca czytelników, to w większości, przynajmniej dla mnie, literatura młodzieżowa.  Minus „Gra o tron”, ale na podstawie „Gry o tron” powstał serial, nie?

                A może powinnam pogodzić się z tym, że się zestarzałam?

---------

* Kolejny wpis o planach na resztę roku, obiecuję ;-)

piątek, 2 sierpnia 2013

Subiektywny kalendarz wydawcy...

... czyli uzupełnienie do słowniczka, który zresztą niebawem zapewne się powiększy ;-) Ponieważ sezon mamy trochę ogórkowo-urlopowy i nawet, o cudzie, pogoda jest znośna, to bywam i wybywam, raz więc jestem, a raz mnie nie ma.

Scenka rodzajowa:
E-szefowa: Jak długi jest w tym roku weekend majowy?
Ja: Czekaj, spojrzę w kalendarz. Wychodzi, że dość długi.
E-szefowa: To fatalnie!
Ja: Wiem, że fatalnie, mógłby jakoś zahaczyć o niedzielę, czy coś...

Dialogi o świętach, dniach wolnych od pracy i innych okolicznościach przyrody, które normalni ludzie traktują z entuzjazmem, nie przestają mnie bawić ;-) Kalendarz oczyma wydawcy wygląda trochę inaczej niż kalendarz widziany oczyma nie-wydawcy. Gdybym pracowała w wielkiej korporacji, pewnie miałabym w nosie rozmaite dłuższe i krótsze wakacje, ale Jaguar korporacją nie jest. Pokrzywiło mnie zupełnie przez tych kilka lat.

To jedziemy, tylko jeszcze wyjaśnię, co by wątpliwości nie było: wszystkie przedstawione poniżej opisy są li i jedynie moim subiektywnym spojrzeniem na kolejne miesiące ;-)



STYCZEŃ

Miesiąc, w którym błogosławimy babcie i dziadków, którzy swoim wnukom podarowali na gwiazdkę jakieś pieniądze. W nadziei na to, że potencjalni czytelnicy nie przepuszczą ich na gry komputerowe, wydajemy literaturę młodzieżową. Z literaturą dorosłą lepiej przystopować, bo babcie oddały kasę wnukom, a rodzice spłukali się na Święta.

LUTY

Miesiąc bryndzy, zniechęcenia, ferii  i walentynek - zima wlecze się za długo, wszyscy wypatrują wiosny, a na dodatek luty jest podejrzanie krótki. Wszystkim tak zbrzydło łażenie po mieście, że ludzi na ulicach ze świecą szukać. Wyjątkiem jest okres walentynkowy, kiedy to kontestujące miłosne obchody tłumy szturmują galerie handlowe. To taki (nie)czynny opór. W tym czasie najlepiej wydać jakiś romans, dwa romanse albo pakiet romansów za przystępną cenę. Zombie nie pasują do misiów. Serio.

MARZEC

Zaglądamy w kalendarz, kiedy w tym roku jest Wielkanoc. Jeśli w marcu - nie będziemy robić jaj i wydawać ważnych książek, bo wszyscy i tak będą ganiać za jajkami, farbkami i białą kiełbasą. Na dokładkę tuż przed samymi świętami nikt nie kupuje książek, a jak kupuje, to kulinarne. I w ogóle w okresie świąt wszystko jest nieczynne, więc szarpanie się nie ma najmniejszego sensu.

KWIECIEŃ

Wbrew nazwie - nic nie kwitnie. U nas ciągle rozdeptana zima. Ale Wielkanoc odwaliliśmy, możemy więc coś wydać najlepiej ZANIM nadejdzie czas majowego szaleństwa, gdy (prawie wszyscy) będą kupować komunijne prezenty. Żywimy nadzieję, że potencjalnych czytelników nie spłucze deszcz, deszcz ze śniegiem, czy nawet śnieg. Kwiecień jest dobry, ludzie mają lepszy humor i myślą już powoli o lecie (które nie jest dobre).

MAJ

Czas katalogów wiosennych, wydłużonych okresów promocji w miejscach sprzedaży oraz komunii. To pierwsze sprzyja wydawaniu w tym okresie NOWYCH  książek, z którymi wydawca wiąże wielkie nadzieje (i na których promocję ma fundusze i które czytelnicy NA PEWNO będą chcieli kupić) oraz pozycji rozgrzeszających dorosłych. Pozycje rozgrzeszające dorosłych to wartościowe książki, które można podarować drugoklasiście zamiast laptopa, tabletu i smartfona. No dobrze - można podarować WRAZ Z laptopem, tebletem i smartfonem. Aha, weekend majowy był do bani! I kto w ogóle wymyślił taki długi weekend?

CZERWIEC

Ostatni dzwonek przed wakacjami, potem będzie tylko gorzej. To ten okres, w którym rodzice kupują dzieciom książki z nadzieją, że uda im się przekonać młodszych do czytania ZANIM stracą ich z oczu. To również okres, w którym niektórzy sami, z własnej woli szukają jakiejś lekkiej lektury na lato. Dramat wojenny pewnie się nie sprawdzi, ale jakieś letnie czytadło większości ludzi się przyda. 

LIPIEC

Jeszcze zipie, ale już trochę zdechłe. Kto żyw - wyjechał i ma dużo czasu na czytanie. Wspólnie zaciskamy kciuki, żeby nad morzem lało, w górach wiało, a w gruszę piorun trzasnął, bo tylko w takich okolicznościach urlopowicze wybiorą się do księgarni, by coś nabyć. Lipiec generalnie nie jest naszym ulubionym miesiącem, ale i tak jest znacznie lepszy niż sierpień. Poza tym też chcielibyśmy wyjechać na urlop...

SIERPIEŃ

Nie tylko zdechłe, ale zaczyna brzydko pachnieć. Na początku miesiąca jeszcze coś tam drgnęło, ale nikt nawet nie próbował reanimacji. W drugiej połowie nie tylko drgnęło, ale ruszyło z kopyta. W niewłaściwą stronę. Atakują podręczniki, które, dzięki MEN, rozmnożyły się jak bakterie w muszli klozetowej na przeciętnym polu namiotowym. Podręczniki są drogie, a nauczyciele nie przyjmują lekko tego, że ktoś, zamiast książki do historii, kupił "Piosenki dla Pauli". Poza tym ludzie potrzebują również ślicznych zeszytów, uroczych segregatorów i tak dalej...

WRZESIEŃ

We wrześniu nadal większość jest spłukana, ale niektórzy chcą sobie osłodzić powrót do szkoły czy pracy. Wrzesień nie jest zły, bo część potencjalnych odbiorców otrząsnęła się już z wczesnojesiennego szoku i zaczyna wracać do kieratu dnia codziennego. Na dodatek we wrześniu nie ma żadnych ważnych świąt. Niestety - we wrześniu często nie ma również studentów, ale wierzymy (i wiemy z doświadczenia), że przynajmniej połowa siedzi w mieście i zakuwa do poprawek. Zakuwanie do poprawek zawsze wiąże się z robieniem rozmaitych rzeczy, które mają do zakuwanie odwlec w czasie.

PAŹDZIERNIK

O żeby to... To już koniec roku? Ale... Przecież mieliśmy jeszcze tyle wydać! Październik to miesiąc wysypu najróżniejszych pozycji książkowych, które po raz ostatni w tym roku mają okazję pokazać się w pełnej krasie - potem księgarnie będą miały tyle pozycji, że naszej ze świecą szukać. Studenci są, uczniowie są, świąt po drodze nie było, fundusze więc również jakieś zostały, a o zakupach do szkoły już się nie pamięta. I tylko, ludzie, nie tuż przed samym pierwszym, bo może i Halloween, ale przecież to wolne i wszyscy będą stać w korkach. A! Targi we Frankfurcie! Jasne. A dałoby się zarezerwować nocleg na ostatnią chwilę?

LISTOPAD

Pozamiatane. Przynajmniej prawie. Teraz już promocja w miejscach sprzedaży zrobiła się naprawdę droga, więc albo mamy murowany HIT, albo siedzimy cichutko, obiecując sobie, że w styczniu zawojujemy świat. Niech pracują backkatalog i dział promocji, który ma się wreszcie wziąć za robotę i zareklamować książki WSZĘDZIE.

GRUDZIEŃ

Obiecujemy sobie, ze w tym roku ubierzemy choinkę i będziemy zachowywać się jak ludzie, ale tak naprawdę siedzimy już (na zmianę) w styczniu i w sklepie rybnym. Z łezką w oku obserwujemy przewalające się po ulicach tłumy, które poszukują prezentów pod choinkę i liczymy na to, że wśród wybranych przez ludzi drobiazgów znajdą się również nasze książki. Czasem zanosimy błagania do sił wyższych, choć wiemy doskonale, że jak dział promocji się nie spisał i nie zatrybiło, zatrybi najwcześniej w styczniu ;-)

---
Drodzy czytelnicy i blogerzy - w związku z sezonem urlopowym (o czym było wcześniej) oraz moimi drobnymi problemami zdrowotnymi, mogą być jeszcze jakieś opóźnienia w blogu i w wysyłce. Ale na bank od połowy sierpnia wszystko się unormuje! Wtedy też zdradzimy coś więcej o naszych planach na ten i przyszły rok :>

czwartek, 20 czerwca 2013

New Adult, Young Adult oraz inne Adult

Ten tekst sponsoruje reklama!




Ostatnio na fantastycznym portalu, którego nazwy miłosiernie nie wymienię, znalazłam artykuł o tym, na co nie powinna sobie pozwolić kobieta w wieku 30+. Ucieszyłam się szalenie i odpaliłam tekst z myślą, że stoję oto przed szansą na zmianę swego życia. Wiecie, uświadomienie, wyrównanie do średniej, te sprawy. Artykuł traktował o ciuchach - tych, które powinnam natychmiast wywalić z szafy oraz tych, które powinnam w dobrym tempie nabyć. Niestety, nie stać mnie obecnie na pozbycie się z domu każdej szmaty, którą zakładam na grzbiet i uzupełnienie (sięgających 95%) niedoborów w jakimś przyjemnym butiku, skazana więc jestem na obraz osoby miałkiej i niedojrzałej.

Nie piszę tego po to, żeby się poskarżyć, że w obowiązkowych dla mojego wieku rurkach mam wielki tyłek, tylko żeby nawiązać do gigantycznej potrzeby opisywania wszystkich i wszystkiego w kategoriach wiekowych. Poprawcie mnie jeśli się mylę, ale kiedyś takiego amoku nie było. Były książki dla dzieci, książki ogólnie dla młodzieży i cała reszta literatury dla czytelników w bardziej predestynowanym do lektury tejże wieku. Żadnych tam Middle Grade, Young Adult, New Adult. Zwłaszcza New Adult strasznie mi się podoba.

Z New Adult spotkałam się nie tak dawno temu, recenzując pewną anglojęzyczną powieść przypisaną do tej kategorii. Razem z tekstem książki dostałam również pakiet informacji na temat samej powieści oraz czytelników, do których jest skierowana. Przekrój jak z dowcipów z agencji reklamowych. Panie drogi, nasz target to ludzie w wieku od 1 do 100 lat, mężczyźni i kobiety, mieszkańcy małych miast i wielkich miast, ale proszę uwzględnić również średnie miasta... Wykształcenie podstawowe, średnie i wyższe, choć niepiśmienni też są ok. Dobra, przesadzam.

Z przeczytanego tekstu wywnioskowałam, że mam do czynienia z powieścią dla kobiet w wieku 17-30 lat, lubiących romanse i wątki paranormalne. Ta sama książka jest również adresowana do wielbicieli pewnego autora, który z paranormalem ma tyle wspólnego, ile ja z baletem, i który pisze raczej pod trzynastolatków. Pomieszanie z poplątaniem, ale wynika z niego coś strasznie zabawnego. Albo zabawnie strasznego.

Kim jest sugerowany, a nawet projektowany odbiorca książki ze znaczkiem New Adult na okładce? Po treści lektury wnioskuję, że... nastolatką. Ale przecież nastolatką nie jest, to nie książka dla nastolatek. Wychodzi więc na to, że jest młodą kobietą, która, choć wewnętrznie nadal w świecie pięknych historii z wąpierzem w tle, wstydzi się już przyznać do czytania książek "dla dzieci". I tak oto nie wystarcza już Young Adult, potrzebne jest New Adult, w którego ramy wepchniemy wszystko, co chcielibyśmy opchnąć również nieco starszym potencjalnym czytelnikom. 


 Jest również druga strona bystrego nurtu New Adult, brzeg bardziej zdradliwy i wyboisty. Na tym brzegu czają się gorącokrwiste romanse 18+, pełne seksu, podbojów i dramatycznych wydarzeń. Może jestem niesprawiedliwa, ale koszmarnie pachnie mi to książkami YA z dodanym bardziej dorosłym, jakby to ująć, rekwizytorium?

Może w tej nowej kategorii nie ma niczego złego, może przesadzam, ale taki odgórny podział budzi we mnie podejrzenia, że gdzieś tu, zupełnie niedawno, powstała całkiem nowa grupa odbiorców, którzy łakną książek zbyt "dorosłych" dla nastolatków i zbyt "dziecinnych" dla dorosłych. Świat znowu się zmienił pod moim nosem, a ja mogę tylko przecierać oczy ze zdumienia.

Książka, którą recenzowałam (tytułu zdradzić nie mogę) nie wzbudziła we mnie wielu emocji poza zdumieniem, że została zaliczona w poczet lektur kierowanych do dorosłych czytelników. Mam wrażenie, że albo ja mam zbyt optymistyczny stosunek do ludzi, albo ktoś mocno ich nie docenia. Nie zmienia to faktu, że muszę jak najszybciej dokształcić się w materii potrzeb rynkowych, bo może to właśnie NA jest żyłą złota, na której wzbogacimy się obrzydliwie ja, Straszna M, dwie szefowe i Urząd Skarbowy!

Tu już będzie zupełny offtopik.

Swoją drogą, że dobiję ten i tak za długi post, nigdy nie zastanawiała Was absurdalność w tym, co wolno, a czego nie wolno? To jakaś dziwaczna tendencja, metoda wychowawcza, czy inne badziewie - bardziej tępione jest pisanie o miłości fizycznej niż opisywanie przemocy, niekiedy w wersji hard. Do dziś zdumiewa mnie okrutnie przypadek pewnej gry komputerowej, do której dobrała się cenzura. Gra była przeznaczona dla osób dorosłych, ale w pierwszej części pojawiły się: naga kobieca pierś oraz nagi kobiecy pośladek. W części drugiej i trzeciej piersi i pośladków w wersji saute już nie było, za to przez ekran paradowały babki w paralateksowych wdziankach uwidaczniających to i owo, również te części anatomiczne, które posiada każda kobieta i których żadna kobieta nie ma zbyt wielkiej ochoty podziwiać na monitorze. Absurdalność tej "cenzury" podkreślał jeszcze fakt, że większość fabuły kręciła się wokół mordowania tych złych. Animacje strzałów w głowę w trzeciej odsłonie były naprawdę przecudowne. I tylko z jakiegoś powodu wydaje mi się, że jednak ta pierś, nawet do kompletu z pośladkiem i nawet kompletnie gołe, mogły mieć niższą szkodliwość społeczną niż rozwalenie kogoś ze snajperki... Ale wiecie, 18+, pierś dopiero od 21+.

Dobrze, dość przynudzania, obudźcie się. W niedzielę wyjeżdżam na urlop, postaram się jutro obskoczyć wysyłki GONE 6, bo lista zamówień jest długa jak korek na Puławskiej o 7 rano ;-)  Życzcie mi, żeby nie zjadły mnie żywcem komary!

piątek, 7 czerwca 2013

Podręczny słowniczek branżowy


Dzisiaj przybliżę wam, drodzy czytelnicy, świat z perspektywy pracownika wydawnictwa. A przynajmniej z mojej perspektywy, bo, przyznaję, nie pytałam innych o zdanie. Próbowałam, tylko że Straszna M. utknęła w papierach i na moje nagabywania odpowiadała, że nie zastanawiała się, nie ma czasu i w ogóle mogłabym się odczepić. Kiedy zaczęłam powarkiwać zza monitora i krzaczka, oznajmiła mi, że "chętnie przeczyta".

Kilka spraw: 

- Do robienia słowniczka zainspirował mnie inny słowniczek branżowy (którego nie podlinkuję, bo pada w nim wiele brzydkich słów) oraz całkiem nowa kategoria wiekowa, którą stworzyły zagramaniczne wydawnictwa. 

- Zrobiłam słowniczek, żeby się nie wyrzygać żeby nie skomentować pewnego wydarzenia, które miało miejsce kilka dni temu. Komentarz byłby bardzo niepolityczny.

- Z chęcią przyjmę wszelkie propozycje haseł, które chcielibyście tu zobaczyć.

- Muszę coś zrobić z "Klątwą Opali"...

- Opary absurdu gęstnieją.

To jedziemy z tym koksem.

Agencja literacka – wieloosobowy generator ofert wydawniczych zorientowany na wysyłanie setek mejli, z których 99% nigdy nie doczeka się odpowiedzi.

Akcept – akceptacja materiałów graficznych/tekstów/logotypów przez instancję wyższą. Teoretycznie im bliższy deadline, tym szybszy akcept. W praktyce jest dokładnie odwrotnie.

Audiobook  rzecz przydatna w samochodzie, zwłaszcza w godzinach szczytu w dużych miastach.

Autor – człowiek, który pisze książki. Do najbardziej pożądanych cech autora należą: popularność, łatwość w obsłudze oraz dobre tempo pracy. Najlepiej byłoby, gdyby stukał ze cztery książki rocznie.

Blogerzy – grupa ludzi specjalizujących się w układaniu książkowych stosów, przez które uda im się przebrnąć najpewniej w okolicach przyszłego Bożego Narodzenia.

Deadline – ostateczny termin złożenia materiałów, którego niektórzy podobno dotrzymują. Gdyby Line był rzeczywiście Dead, cała branża poszłaby do piachu.

E-book – elektroniczna wersja książki generująca zyski zbliżone do zerowych, bo i tak wszyscy wolą papierowe wydania i chomika.

Informacja prasowa – materiał, który wysyła się do mediów z nadzieją, że ktoś zechce go skopiować i zamieścić, ewentualnie skopiować, zmienić dwa zdania i zamieścić pod własnym nazwiskiem.

Książka – główne źródło utrzymania wydawcy. Produkt papierowy, składa się z bloku i okładki. Występuje w nakładach od 500 do 500.000 egzemplarzy i jest przedmiotem pożądania blogerów.

Marketing szeptany – działania marketingowe polegające na tym, że opłaceni ludzie publikują w sieci absolutnie niezawisłe i subiektywne opinie o tym, jak jesteśmy wspaniali.

Metro – mekka wydawców. Wcześniej czy później każdy tam zawiśnie.

Outdoor – reklama zewnętrzna realizowana przez wydawców głównie w Metrze i na przystankach autobusowych. Lepsze nośniki zarezerwowane są dla banków i telefonii komórkowej.

Patron medialny – właściciel loga, które znalazło się na IV okładce w zamian za bliżej niedookreślone świadczenia promocyjne.

Plan wydawniczy - 1) lista książek, które wydawca planuje wydać w ciągu danego roku kalendarzowego. Typowy plan wydawniczy jest podzielony na miesiące. Hardkorowy plan wydawniczy jest podzielony na tygodnie. Jak dotąd nie jest znany przypadek, by jakikolwiek plan wydawniczy udało się zrealizować w całości i w terminie. 2) Bardzo często edytowany plik w excelu.

POS – promocja w miejscach sprzedaży, czyli układanie książek na stosikach i na półkach frontem do klienta.  Tylko trochę droższa od wakacji All Inclusive na Karaibach, więc wszyscy w nią inwestują, bo wakacje najlepiej spędzać pod gruszą. Własną.

PR – utrzymywanie pozytywnych kontaktów z każdym, kto byś może będzie na tyle miły, by napisać coś o wydanej przez nas książce, nieważne jak strasznym byłby dupkiem.

Redaktor – osoba, która tłumaczy tłumaczowi, że dał ciała, poprawia po swojemu i nie dopuszcza do rozlewu krwi.

Stosik książkowy – dowód na to, że nie jesteśmy w tyle za konkurencją.

Strona internetowa – strona w sieci, na której raz na jakiś czas pojawiają się przeterminowane aktualności.

Target – grupa docelowa, do której kierowany był produkt, gdy jeszcze można było przewidzieć, co kto będzie czytał.

Targi – wielka, odbywająca się zazwyczaj za granicą impreza, na której spotyka się wielu znajomych. Głównym celem wizyty na targach jest kolekcjonowanie katalogów, które potem przywozi się do biura i wrzuca na dno szafy.

Tłumacz – mityczny osobnik odpowiedzialny za przekład książki z obcego na polski lub polskawy. Freelancer. Spóźnianie się opanował do perfekcji, wymaga więc twardej ręki.

GATUNKI

Romans paranormalny – romans, który musi zawierać następujące elementy: bardzo przystojny bohater, najlepiej skrzywdzony przez los, elementy nadnaturalne (jeśli nie występują w bohaterze), dużo romantycznych opisów oraz przeciwności losu. W wersji hard preferowany dodatkowy nadnaturalny bohater oraz przynajmniej siedem dodatkowych tomów. Mile widziane dywagacje natury psychologicznej. Może zawierać wampiry.

Dystopia – postapokaliptyczne science-fiction, w którym była katastrofa, a potem science nie jest ważne, o ile można wcisnąć tam romans. Może zawierać wampiry.

Steampunk – bardzo popularny na Zachodzie i zupełnie niepopularny u nas gatunek zawierający maszyny parowe, gorsety oraz inne, dowolnie wybrane elementy. Może zawierać wampiry.

Fantasy – gatunek zawierający (w dowolnej konfiguracji): miecze, łuki, konie, magię, potwory, czarodziejów, czasy (quasi)historyczne, dziwną krainę, elfy (pod dowolną nazwą), króla, ewentualnie królową. Zazwyczaj wpisuje się w gatunek YA, choć niekiedy utrzymuje, że jest inaczej. Może zawierać wampiry.

Urban fantasy – to samo, co fantasy, tylko w mieście, najlepiej współczesnym. Może zawierać wampiry.

Horror – pewnie zombie. Zombie są modne. Może zawierać wampiry.

KATEGORIE WIEKOWE

Middle Grade – literatura dla młodszych nastolatków, takich tam z podstawówki i z początku gimnazjum. Harry Potter! Coś w ten deseń.

Young Adult – literatura dla starszych nastolatków, takich niby bardziej starszych, ale tak naprawdę to nie wiadomo, bo czytają ją zarówno dwunasto- jak i osiemnastolatki. Dopuszczane: pocałunki, sceny mordu, obcinanie głów, mutacje, tłuczenie kijem. Niedopuszczane: seks.

New Adult – najnowsza kategoria obejmująca zakresem czytelników w wieku 18-30 lat. Z grubsza to samo, co Young Adult, ale może kupi ktoś starszy, zwłaszcza jeśli nie dopuszcza do siebie myśli, że że jest coraz mniej Young, a coraz bardziej Adult.

Adult – nie ma takiej kategorii, ale przyjmujemy, że zaliczają się do niej książki, które nie są książkami obrazkowymi, książkami MG, YA i NA na których nie umieszczono informacji, że należą do kategorii MG, YA, NA.



środa, 5 czerwca 2013

Włamywaczy serdecznie pozdrawiamy



Naszych prywatnych włamywaczy, z Bożej łaski hakerów, którzy usiłowali uzyskać administracyjny dostęp do naszej oficjalnej strony internetowej. O! Przyznam – zbaraniałam. Różnych rzeczy mogłabym się spodziewać, ale prób przejęcia naszej domeny raczej nie. Patrzcie państwo, są na tym świecie rzeczy, które wciąż jeszcze potrafią mnie zaskoczyć ;-)

Hakerów zostawmy w spokoju (chyba, że ktoś z was się przyznaje :P), na głównej wisi sobie odezwa do narodu – o tym, że kryzys i problemy, że zmiany w planie i przesunięcia. Niestety – tak się parszywie składa, że nie do końca się składa. 

Ad rem. W czerwcu ukażą się książki:

- GONE: Zniknęli. Faza szósta. Światło Michaela Granta;
- Love Story Jennifer Echols;
- Ta dziewczyna jest trochę dziwna Jo Whittemore (w serii Ups!);
- Wszystko OK! Barbary Dee (również w serii Ups!).

Mamy również ZASKAKUJĄCY plan na lipiec:

- Iskra Amy Kathleen Ryan;
- Czarny Londyn. Uliczna magia Caitlin Kittredge;
- Czarny Londyn.
Demon Bound Caitlin Kittredge;
- Za głosem serca (wcześniej znane jako Szczęściara) Aidan Donnelley Rowley.

Na jesień przeskoczyły nam zapowiadane wcześniej „Black Out” oraz drugi tom „Częściowców”.

Zarówno Czarny Londyn jak i Za głosem serca przeznaczone są dla dorosłych czytelników, co nie znaczy, że postanowiłyśmy porzucić młodzieżówkę i ruszyć na podbój obcych terenów. Od bardzo dawna Jaguar chciał poszerzyć swoje horyzonty. Nadal chcemy, tylko czasy po temu nieszczególne.

Już niebawem kolejny odcinek mojego przynudzania na tematy wielce ogólne. Gdybym zapomniała, bijcie :)