Miałyśmy z tym problem. Nielichy. Odpowiedzi nie przyszło zbyt wiele, ale były fantastyczne :) Po burzliwej dyskusji postanowiłyśmy nagrodzić następujące teksty :)
CO SIĘ ZDARZYŁO W JAGUARZE?
- Czy ty wiesz na pewno, co robić? – spytała pewna osoba dziewczynę ze słonecznikami.
- Tak!
- A skąd wzięłaś te słoneczniki? – spytała znowu kobieta o rudych włosach.
- No przecież nie z obrazu van Gogha! – dziewczyna wywróciła oczami. – Dobra, idę już, bo dłużej z wami nie wytrzymam. Spotkamy się na miejscu.
Wszyscy zgodnie przytaknęli. Wymalowana dziewczyna o bardzo krótkiej spódniczce wyszła z ich domu. Skręciła raz, drugi. Tak więc szła, szła.. szła (mówiłem już, że szła?), szła, szła… Lecz po drodze została napadnięta przez jednego z kumpli, który rzucał na ziemię bardzo niepokojący cień.
- Tylko pamiętaj o swojej kwestii, okej? – przypomniał jej, będąc na drzewie.
- Nie ma sprawy. Wbrew waszym opiniom mam mózg.
- Ale w niektórych recenzjach napisali inaczej – uczepił się.
- I co z tego! A w innych mnie wychwalali, senior! – zaprzeczyła i ruszyła dalej.
Przy ulicy Kazimierzowskiej stanęła.
„W którą stronę?” – myślała gorączkowo, ale nie mogła sobie przypomnieć.
- Rzuć mną, a się dowiesz! – krzyknął kolejny stwór.
- Nie! O ile dobrze wiem ty pokazujesz, ile będę żyła!
- A chcesz się dowiedzieć? – zagadnął ją jeszcze raz.
- Nie! – uniosła się i skręciła w odpowiednią stronę.
Po chwili wreszcie dotarła przed budynek. Słoneczniki lekko się przekrzywiły, ale nie obchodziło ją to. Miała dosyć tej długiej drogi. Gdy weszła do budynku, za drzwiami stał chłopak.
- Pomóc ci?
- Odwal się. Dam radę.
W tej chwili słoneczniki się wyprostowały, ale bez niczyjej pomocy. Tak same z siebie.
- Ty, książę, to nie ta bajka.
- No i? Ciebie też wyprostować?
Skrzywiła się i obeszła go, lekko wystraszona. I po co zaangażowała się w to wszystko? Weszła po schodach i na pierwszym piętrze zauważyła wielkiego konia. I to nie dosyć dziwactw – stał w wannie!
- Halo? Może ktoś go weźmie! – zawołała.
W tej chwili przybył inny gościu, z takim kaloryferem na brzuchu, jakiego w życiu nie widziała. Przeleciał nad nią, ledwo się mieszcząc, a za nim pobiegł zwabiony koń. Dziewczyna przeszła przez wannę, ale potem zorientowała się, że straciła słoneczniki.
- Ej! – powiedziała i odebrała je od czerwonego gostka z dzidą.
- Oddaj mi je! – kichnął. – Albo weź je. Nawet przeziębiony, muszę czynić zło, ale jednak moja choroba mi na to nie pozwala!
Szybko go ominęła i weszła na górę. Gdy dotarła przed drzwi, trochę się wystraszyła. Po tych wszystkich wydarzeniach wszystkiego zapomniała.
- Wszystkiego… - zaczęła zjawa.
Dziewczyna obejrzała się. Za nią lewitował duch dziewczyny.
- Ale ty utonęłaś! Co tu robisz?
- Pomagam ci – uśmiechnęła się.
„Och” – pomyślała i chwyciła się za głowę. Upuściła słoneczniki, ale obok niej stała postać z łukiem. Szybko je podniosła i podała dziewczynie.
- Skąd się tu wziąłeś? Nikt za mną nie szedł! – zaprotestowała i wyszarpnęła mu z ręki kwiaty. – Och, nieważne.
Mężczyzna nie odpowiedział, ale w tej chwili zorientowała się, że przybyli wszyscy, tak jak się umówili. Był i chłopak, który wcześniej siedział na drzewie (z książki „Dzieci cienie), Kostka Śmierci (z „Wielkiej Wojny Diabłów”, Caine (z serii „Gone”), kelpie („Oddech Nocy”), a także Aaron („Nefilim”), Halt („Zwiadowcy”, kojarzycie?), Selene (seria „Wojna Czarownic”), Diabeł („Wielka Wojna Diabłów”) oraz topielec (”Pomiędzy”). Poznaliście wszystkich?
Jimena, ta dziewczyna od słoneczników (oczywiście z „Córek Księżyca”) zapukała do drzwi. Uśmiechnęła się, a za nią stali wszyscy bohaterowie książek wydawnictwa Jaguar. Drzwi otworzyła Enty Admin i stała zdziwiona. Założyła ręce na piersi i czekała.
Jimena zaczęła:
- A więc życzymy wam w te szczególne urodziny między innymi więcej takich dziewczyn jak ja.
- Więcej romansów! – krzyknęła Amelia z „Pomiędzy”.
- Zła szerzącego się na świecie! – wepchnął się Diabeł, ale wszyscy spojrzeli na niego krzywo i się ulotnił.
- Strzału w dziesiątkę przy doborze książek – dodał Halt.
- Salud y felicidad! – powiedział Bernardo z “Porta Coeli”, ale nikt go nie zrozumiał.
Enty Admin przyglądała się wszystkiemu, ale nic z tego nie rozumiała.
- Po pierwsze – to ja noszę jarmilki – zwróciła uwagę Jimenie. - A po drugie – westchnęła. – Kto wam powiedział, że Jaguar obchodzi urodziny?
Wszyscy spojrzeli na Jimenę. Ta, zmieszana, odpowiedziała:
- Erak przekazał mi wieść, którą usłyszał od Isabel, która zaś dowiedziała się tego od Septimusa.
- A ten skąd? – spytała Enty Admin.
- Eeeee.... spytaj Septimusa. – odpowiedziała grzecznie Jimena.
Septimus wyszedł sprzed szeregu. Był czerwony na twarzy, ale wydawał sie opanowany.
- No, bo pani tak powiedziała na naradzie wojennej, która skierowana była przeciw wrogim wydawnictwom.
Enty Admin nie mogła tego znieść.
- Po pierwsze narada wojenna to taka nasza nazwa na spotkania, podczas kórych omawiamy założenia wydawnictwa, a żadnej wojny nie rozpoczęliśmy.
Dał się usłyszeć jęk zawodu wśród zebranych postaci. Niektórzy musieli odłożyć zgromadzone pistolety i miecze.
- A – kontynuowała Enty Admin - nie mówiłam o urodzinach, ale o przenosinach! Biuro nam zmienili, bo się rozrastamy!
- Aaaaaaa! - Teraz każdy już załapał, o co chodzi.
- Si! I wszystko jasne! Ale kwiatki możesz wziąć – Jimena wręczyła je Entemu. - Kochani! Wynosimy się! – krzyknęła i wszyscy, włącznie z kelpie i topielcem wynieśli się stąd. Warto dodać, że Aaron rozbił jedno okno, bo miał pilną potrzebę skorzystania z WC, a Diabeł pokusił się o wypisanie sprośnego tekstu grafitti na ścianie, głoszącego “Serena się zsikała”. Drake zaczął torturować przechodnia na ulicy, ale powstrzymał go Łowca Czarownic mocnym ciosem w głowę.
Wracają jednak przed drzwi...
- Ufff... z kim musimy pracować – powiedziała Enty i już chciała zamknąć drzwi, gdy usłyszała stukanie. Rozejrzała się, po czym spojrzała w dół.
- Rzuć mną! – usłyszała, po czym natychmiast zamknęła drzwi.
Marek
UNNAMED
Godzina 14.10. Na Starym Mokotowie, który podobno jest dzielnicą Warszawy - małego nieznanego szerszemu widzowi miasteczka, doszło do niepokojących wydarzeń. Tajemniczy osobnik, płci niezdefiniowanej, przemierza przez miasto siejąc grozę. Prawdopodobnie jest to kobieta, lecz równie prawdopodobnie może to być mężczyzna. Amerykańscy naukowcy nie przeprowadzili jeszcze stosownych badań.
Na ulicy nie widzimy nikogo poza nim, nawet czarne koty zeszły mu z drogi. Niewątpliwie świadczy to o złej aurze bijącej od słoneczników. Czy jednak na pewno są to słoneczniki? To pytanie pozostanie bez odpowiedzi jeszcze tak długo, jak długo zamknięte są akta radzieckiego KGB. Niewprawiony obserwator może jednak opierać się, że są to zwykłe słoneczniki. Skąd przyszły? Dokąd zmierzają? Co zamierzają zrobić po objęciu władzy? Cogito ergo sum? W 47- minutowym wywiadzie, który przeprowadził z nimi nasz reporter, nie pada oni jedno słowo. Ta zagadkowa odpowiedź nasuwa kolejne pytania.
Kolejną rzeczą na która należy zwrócić szczególną uwagę, są jarmilki. Choć wyglądają szczególnie i wyjątkowo, wcale takie nie są. Ich celem jest odwrócenie naszej uwagi od prawdziwego zagrożenia. Biało – czerwona kostka brukowa na którą rzucany jest cień tajemniczego osobnika, jest metaforą zagrożenia naszego kraju, przez obcego najeźdźcę . Jarmilki mają jedynie uśpić naszą czujność, gdy szósta kolumna, już czai się u naszych bram na granicy polsko – portugalskiej.
Godzina 14.11. Wydawnictwo Jaguar. Wejście do budynku jest kolejną metaforą, opisaną w wersetach Nostradamusa. Niestety nie wiemy jeszcze w których. Choć wydawać by się mogło, iż postać zmierza wprost do wydawnictwa, jesteśmy w stanie zauważyć liczne gaśnice. Nie znalazły się tutaj przypadkowo. Ktoś je tam zostawił, ale czy aby na pewno? Zdają się być one jedynie wytworem naszej wyobraźni. Każdy kto oglądał Matrixa, wie o czym mówię.
W 1:25 min tego wstrząsającego filmu widzimy tabliczkę jaguara. Nasi specjaliści od obróbki komputerowej potwierdzają, iż jest to zręczny fotomontaż. Tak naprawdę, postać przed drzwiami jest za drzwiami. Co więc zrobi jaguar? Czy rzuci się na ofiarę? To pozostawiam Państwa wyobraźni.
Cóż wydarzyło się za tymi drzwiami? Jak długo rząd będzie ukrywał przed nami prawdę? Gdzie podział się Żwirek i Muchomorek? Jedynym świadkiem tego wydarzenia jest mumia faraona Tutenchamona , która zwija się po każdej udzielonej przez nas odpowiedzi. Potwierdziła, iż doszło do afery korupcyjnej, zwanej dalej aferą Słonecznikową, która nigdy nie powinna ujrzeć światła dziennego. To jedyne co możemy Państwu powiedzieć, gdyż każdy kto dowie się więcej, zostanie zmumifikowany.
Wieczorem Mortimer obudził się ze swojego snu. W końcu musiał to być sen, no bo jak konkurs może trwać do 31 września, skoro ten ma jedynie 30 dni? Kontemplując swój sen, ruszył zbierać żniwo.
Marcin
Tajemniczy gość w jarmilkach
Drzwi biura otwarły się z hukiem. Zdumieni pracownicy zobaczyli w nich wielki bukiet słoneczników i nogi w jarmilkach. Z bukietu wynurzyła się ręka trzymająca pistolet.
- Nie ruszać się! – krzyknął ktoś zmodulowanym głosem, tak że nie wiadomo było do kogo należy. – Ręce do góry, bo będę strzelać! – wyrażenie w bezokoliczniku znowu uniemożliwiło identyfikację osobnika, który mógł być zarówno kobietą jak i mężczyzną.
Zmotywowani niecierpliwym machnięciem ręki trzymającej pistolet pracownicy, zastygli w bezruchu, wyciągając wysoko do góry ręce. Tłumacz, próbujący nie odrywać się od pracy na przerwę obiadową, ściskał teraz w zębach ledwo napoczętą kanapkę i nerwowo podnosił wzrok na swoje dłonie sterczące wysoko górze i w żaden sposób nie mogące mu pomóc się jej pozbyć. W dodatku wnętrze posiłku, na który składała się szynka i pomidor, nieubłaganie próbowało wydostać się na wolność. Pozostałe osoby, czyli dwie panie, zachowały się w całkiem podobny, acz różny w tłumaczeniu sposób. Pierwsza z nich, pisnęła cienko i okręciła się na fotelu, z radością witając odmianę w codziennej monotonii. Druga wydała z siebie podobny pisk lecz zastygła dużo bardziej niż powinna i nawet wstrzymała oddech, z przerażeniem przypominając sobie różne wybryki terrorystów, o których słyszała w wiadomościach. Z niesmakiem pomyślała, że nie mówili tam nic o jarmilkach i twarzy zasłoniętej słonecznikami.
- Można wiedzieć, czemu zawdzięczamy wizytę? – zapytała pierwsza z pań, posyłając w stronę słoneczników firmowy uśmiech.
- To chyba oczywiste. Macie jakieś ostatnie życzenia? – odpowiedział surowo głos zza zasłony z żółtych płatków.
- Ale… tak nie można! – oburzyła się druga pani. – Jesteś terrorystą? Czemu nosisz jarmilki!? – powoli zaczynała popadać w histerię.
- Nie, nie terrorystą. – zaśmiał się dziwny osobnik. – Ujął bym to raczej mianem psychopaty. – dodał.
Pierwsza z pań podskoczyła na swoim fotelu uśmiechając się jeszcze szerzej, a druga zbladła i wytrzeszczyła oczy.
- Nikt nie mówił, że nie wolno chodzić w jarmilkach. – mruknął gość i podniósł czubek jednego z butów, zapewne przyglądając mu się krytycznie z zza zasłony. – A co, może nie pasują? – zapytał groźnie.
Cała trójka zapewniła go zgodnie, że bardzo dobrze wyglądają. Tłumacz nie wyrażał się w słowach, lecz wydawał aprobujące pomruki, próbując uratować wnętrze kanapki podnosząc głowę do góry.
- Dość gadania. – uciął samozwańczy psychopata. – Czas się pożegnać.
Druga z pań przeszła ze stanu histerii do odrętwienia, tłumacz nie odzywał się, myśląc jak głupio będą wyglądać jego zwłoki z kanapką w zębach, natomiast pani numer jeden była zdecydowana przeciągnąć rozmowę.
- Dlaczego akurat my mamy stać się Twoimi ofiarami? – zapytała. W wielu filmach jakie oglądała, psychopaci mieli zwykle jakieś chore uzasadnienie swoich czynów. Ciekawa była je poznać.
- Bo nikt inny się do tego nie nadawał. – padła odpowiedź.
- Czym my się wyróżniamy? – drążyła.
- Podobno są wśród was osoby z poczuciem humoru. Takie o wiele ciekawiej zabijać niż innych. Zawsze powiedzą coś nietypowego w ostatniej sekundzie życia, no i nie błagają o litość.
- Błagam! – krzyknęła druga pani otrząsając się z odrętwienia.
- Mhmy. – zawtórował jej tłumacz.
- Te kwiatki to na nasz pogrzeb? – spytała pierwsza z pań ignorując krzyki pozostałej dwójki.
- Zgadła pani!
- Proszę nie! – wrzasnęła rozdzierająco druga dama.
- Ciszej. – syknął nieproszony gość.
Wszyscy pracownicy nabrali wody w usta, rzucając sobie ukradkowe spojrzenia.
- Dobrze. Kto na pierwszy ogień?
- Nie… - stęknęła druga dama.
- Mhymmy… - mruknął tłumacz.
- Ja chcę! – krzyknęła radośnie pierwsza pani.
Trzy rzeczy wydarzyły się jednocześnie. Zawartość kanapki tłumacza, nie mogąc się dużej oprzeć sile przyciągania ziemskiego, wypadła z plaśnięciem na podłogę, pani numer dwa opadła bezwładnie na oparcie krzesła, a psychopata nacisnął spust. Rozległ się suchy trzask, a pani która nie zemdlała podbiegła do nieprzytomnej koleżanki.
- O rany… Nie myślałam, że aż tak się przerazi. – powiedziała.
- Jak to? Czemu magazynek był pusty? – dopytywał się tłumacz, opuściwszy ręce i z ulgą odłożywszy kanapkę na biurko. – Szkoda tej szynki i pomidora… - mruknął wbijając wzrok w walające się po podłodze jedzenie.
- Oddycha? – spytał niepewnie cichy głosik.
Z pod słoneczników zwisających w opuszczonej ręce, wyłoniła się dziewczęca twarzyczka z zażenowaniem przyglądając się zemdlonej damie.
Tłumacz zakrztusił się popijaną dla uspokojenia nerwów wodą.
- Co tu się dzieje u licha?! – wrzasnął.
Zemdlona pani, poklepywana po twarzy przez koleżankę i oblana zabraną tłumaczowi wodą, westchnęła i otworzyła oczy.
- Co to za dziewczyna? – spytała. – Gdzie ten psychopata?
- Też chcielibyśmy wiedzieć. – tłumacz spojrzał z byka na gościa.
- To nie był prawdziwy pistolet. – wtrąciła pierwsza pani szeroko uśmiechnięta. – Mój syn kupił sobie taki na odpuście. To plastikowa zabawka. Zorientowałam się, ale byłam ciekawa o co chodzi więc nic nie mówiłam…
- Zawału prawie dostałam! – krzyknęła druga pracowniczka.
- Bardzo przepraszam. – wtrąciła dziewczyna. – Już tłumaczę.
Trzy pary oczu przyszpiliły ją wzrokiem.
- To tak. Mam takie wielki marzenie, żeby ktoś przeczytał moją książkę. Żaden z wydawców jednak nie chciał jej nawet zacząć na próbę. Pomyślałam, że wydawnictwo Jaguar to moja ostatnia nadzieja i że zainteresuję was bardziej jeśli zwrócę na siebie uwagę. Nie przewidziałam aż tak silnej reakcji na moje przedstawienie. – uśmiechnęła się przepraszająco. – Chyba już pójdę. – bąknęła i odwróciła się ku wyjściu.
- Poczekaj! – zatrzymały ją obie panie.
- Właśnie. Po tym wszystkim nie masz wyjścia, tylko musisz nam pokazać swoją pracę. – powiedział tłumacz.
Dziewczynie zabłysły oczy.
- Naprawdę?
Widząc potakujące skinięcia zdjęła z ramion plecak i wyciągnęła z niego segregator. Z niedowierzającym uśmiechem wręczyła go pierwszej z pań.
- Łał… - stęknęła kobieta, udając że ugina się pod jego ciężarem. – Już się nie mogę doczekać lektury. – uśmiechnęła się i wyciągnęła rękę do dziewczyny. – Do końca tygodnia powinnam się z tym uporać. Przyjdź w poniedziałek, dobrze?
- Ej! A my? – spytał z pretensją tłumacz.
- Jeśli praca tej młodej osoby będzie tak dobra, jak przedstawienie które dała, to wszyscy doskonale zapoznamy się z jej treścią.
- Dziękuję i naprawdę bardzo przepraszam, że to tak makabrycznie wyszło. – powiedział dziewczyna.
- Jeszcze jedno. – zatrzymał ją ponownie tłumacz. – Bądź tak dobra i kup mi w sklepiku na rogu parę plasterków szynki. Po tym wszystkim zgłodniałem, a głupio jeść kromkę na sucho…
- Jeszcze drugie. – dodała do niedawna zemdlona pani. – Co z tymi słonecznikami?
- Jeśli się pani podobają, to niech wniosą dużo słońca do tego biura. – odparła dziewczyna.
- Skąd masz te słoneczniki? – spytała pierwsza pani.
Dziewczyna uśmiechnęła się upiornie.
- Zabrałam z cmentarza. – powiedział grobowym głosem. Znikając w drzwiach odwróciła się i mrugnęła okiem do pracowników. Druga pani niepewnie trzymała bukiet.
- Yyyy… To co z tym zrobić?
- To się nazywa grobowe poczucie humoru. – powiedział tłumacz i zachichotał.
- Daj je. – powiedziała jej koleżanka.
Wspięła się na krzesło i włożyła słoneczniki do wazonu stojącego na szafce.
- Praca nigdy nie będzie nudna, kiedy będziemy na nie patrzeć. – powiedziała, z uśmiechem patrząc na kilka sztucznych słońc z brązowymi środkami.
Magdalena
STAY AWARE! Z autorami skontaktuję się na pocz. tygodnia :) A ponieważ inne zgłoszenia również były super, je również wkleję :)
sobota, 8 października 2011
czwartek, 6 października 2011
Pułapka nadmiernego entuzjazmu
Przez chwilę nieco poważniej (choć pod oknem właśnie przejechał samochód zachwalający przez megafon bliżej niesprecyzowanego kandydata "dla Warszawy", no sorry, rżę) - zastanawiam się ostatnio nad pułapkami nadmiernego entuzjazmu. I brakiem dystansu.
Nie mam należytego dystansu do "Nevermore". Przeglądałam ostatnio (kiedy szukałam tekstów na okładkę) rozmaite wycinki prasowe na temat tej książki i rzuciło mi się w oczy stwierdzenie, że młodszym czytelnikom może się nie podobać. Och, kurczę, pomyślałam - może będzie tak, że to, co dla mnie stanowi o uroku książki, dla czytelników okaże się wadą? Długość, rozbudowany opis międzyludzkich relacji, złośliwe dowcipy w dialogach, wreszcie naprawdę niespecjalnie wielka ilość paranormalności przez pierwsze 2/3 książki. Ktoś napisał, że "Nevermore" mogłoby być o połowę krótsze. Nie, nie miałam takiego wrażenia, gdy czytałam powieść Creagh, już bardziej przeszkadzają mi w lekturze rozmaite koślawe (sorry!) porównania pokroju "jego oczy były jak ciemna bezgwiezdna noc", czy "jakby pokryte lukrem anielskie skrzydła". Długie jest ok, tylko, kurczę, nie wiem, czy dla wszystkich... Pocieszam się myślą, że polscy czytelnicy przywykli do pozycji nieco dłuższych niż 250 stron. To zabawne, ale wiele anglojęzycznych książek z gatunku YA (Young Adults)nie przekracza 300 stron. 320 to święto lasu. GONE jest opasłe. Dla mnie to po prostu mało.
Jasne, część książek wydawcy niejako "zamawiają", a autor, celem wcelowania w gusta czytelników, musi się zmieścić w jakiejś tam, z góry określonej, ilości słów. Kiedyś naiwnie sądziłam, że pomysł autora i tekst to świętość. A gucio, moi drodzy. redaktor zerknie i powie - trzeba dopisać ze dwa rozdziały albo: skrócić o 80 stron. O.
Wracając do entuzjazmu - mam go wobec "Nevermore" mnóstwo i z drżeniem serca (bez przesady, przed chwilą przejechał kolejny wyborczy samochód, tym razem emitujący jakąś porażającą muzę z gatunku biesiadnych) czekam na pierwsze recenzje książki. Bo co, jeśli okaże się, że nikomu nie leży? Że nudzi, nikt nie lubi głównego bohatera, bo ma kolczyk w wardze i farbuje włosy na czarno (a wiecie, Varen farbuje, taki spojler, on nie jest mroczny z urodzenia ;-)) i w ogóle nie jest taki... sparkling, że sobie rzucę z angielska. Namówiłam do patronowania "Nevermore" wiele portali, mam szczerą nadzieję, że nie wyjdzie na to, że mam po prostu fatalny gust i usiłuję wmówić ludziom, że "Słowacki wielkim poetą był".
Ech, okaże się, prawda? Czytelnicy weryfikują plany wydawców, czegokolwiek ci nie robiliby, żeby kogoś przekonać do lektury :) Akurat "Nevermore" to książka, na której wydanie uparłam się sama (bo zazwyczaj takie rzeczy zostawiam mądrzejszym ode mnie ;-)), mam nadzieję, że zaskoczy :)
Nie mam należytego dystansu do "Nevermore". Przeglądałam ostatnio (kiedy szukałam tekstów na okładkę) rozmaite wycinki prasowe na temat tej książki i rzuciło mi się w oczy stwierdzenie, że młodszym czytelnikom może się nie podobać. Och, kurczę, pomyślałam - może będzie tak, że to, co dla mnie stanowi o uroku książki, dla czytelników okaże się wadą? Długość, rozbudowany opis międzyludzkich relacji, złośliwe dowcipy w dialogach, wreszcie naprawdę niespecjalnie wielka ilość paranormalności przez pierwsze 2/3 książki. Ktoś napisał, że "Nevermore" mogłoby być o połowę krótsze. Nie, nie miałam takiego wrażenia, gdy czytałam powieść Creagh, już bardziej przeszkadzają mi w lekturze rozmaite koślawe (sorry!) porównania pokroju "jego oczy były jak ciemna bezgwiezdna noc", czy "jakby pokryte lukrem anielskie skrzydła". Długie jest ok, tylko, kurczę, nie wiem, czy dla wszystkich... Pocieszam się myślą, że polscy czytelnicy przywykli do pozycji nieco dłuższych niż 250 stron. To zabawne, ale wiele anglojęzycznych książek z gatunku YA (Young Adults)nie przekracza 300 stron. 320 to święto lasu. GONE jest opasłe. Dla mnie to po prostu mało.
Jasne, część książek wydawcy niejako "zamawiają", a autor, celem wcelowania w gusta czytelników, musi się zmieścić w jakiejś tam, z góry określonej, ilości słów. Kiedyś naiwnie sądziłam, że pomysł autora i tekst to świętość. A gucio, moi drodzy. redaktor zerknie i powie - trzeba dopisać ze dwa rozdziały albo: skrócić o 80 stron. O.
Wracając do entuzjazmu - mam go wobec "Nevermore" mnóstwo i z drżeniem serca (bez przesady, przed chwilą przejechał kolejny wyborczy samochód, tym razem emitujący jakąś porażającą muzę z gatunku biesiadnych) czekam na pierwsze recenzje książki. Bo co, jeśli okaże się, że nikomu nie leży? Że nudzi, nikt nie lubi głównego bohatera, bo ma kolczyk w wardze i farbuje włosy na czarno (a wiecie, Varen farbuje, taki spojler, on nie jest mroczny z urodzenia ;-)) i w ogóle nie jest taki... sparkling, że sobie rzucę z angielska. Namówiłam do patronowania "Nevermore" wiele portali, mam szczerą nadzieję, że nie wyjdzie na to, że mam po prostu fatalny gust i usiłuję wmówić ludziom, że "Słowacki wielkim poetą był".
Ech, okaże się, prawda? Czytelnicy weryfikują plany wydawców, czegokolwiek ci nie robiliby, żeby kogoś przekonać do lektury :) Akurat "Nevermore" to książka, na której wydanie uparłam się sama (bo zazwyczaj takie rzeczy zostawiam mądrzejszym ode mnie ;-)), mam nadzieję, że zaskoczy :)
środa, 5 października 2011
Oda :)
A oto i obiecana Oda, którą miałam wrzucić wczoraj, ale wczoraj mój Internet ledwie zipał ;-)
Dzięki, dziewczyny!
Jaguarze, Jaguarze
Kocham w książkach Twych wojaże
A szczególnie już w „Zwiadowcach”
Bo tam nie ma nic o owcach
Halt jest boski, Gilan słodki
Niczym małe śpiące kotki
Na samą myśl o Arkarianie
Mdleją wszystkie piękne panie
Szafir włosów, fiolet oczu
Szkoda, że jest na uboczu
Sonny, Kelley, w tle z Szekspirem
(I nikt nie jest tam wampirem!)
Schuyler, Jack, z błękitną krwią
Zawładnęli całą mną
Oni są już wampirami
Posługują się też kłami
„Złodziej magii” serca skadnie
Na półce wygląda ładnie
„Klika...” zazdrość wzbudzi w nas
I nie ma tam żadnych innych ras!
Filip z Lucyferem także
Lubią Piekło, są w nim wszkaże
„Upadli” i Aaron sprawią
Że anioły będą naszą marą
Stracharz? Tak, wygląda źle.
Ale od razu zakochałam w nim się!
Książka duża jest czy mała...
Zawsze będę ją kochała!
W Jaguarze wszystkie są
I żeby kupić je chcą!
Tekst: Nadeine & Suzan Dragon
---
A poza tym dzisiaj mamy pierwsze spotkanie w sprawie teledysku do "Nevermore" :) Szalenie jestem ciekawa, co z tego wyniknie :> W życiu nie brałam udziału w wymyślaniu taledysku, w nagrywaniu teledysku, w ogóle z niczym, co ma jakikolwiek związek z muzyką :D
Dzięki, dziewczyny!
Jaguarze, Jaguarze
Kocham w książkach Twych wojaże
A szczególnie już w „Zwiadowcach”
Bo tam nie ma nic o owcach
Halt jest boski, Gilan słodki
Niczym małe śpiące kotki
Na samą myśl o Arkarianie
Mdleją wszystkie piękne panie
Szafir włosów, fiolet oczu
Szkoda, że jest na uboczu
Sonny, Kelley, w tle z Szekspirem
(I nikt nie jest tam wampirem!)
Schuyler, Jack, z błękitną krwią
Zawładnęli całą mną
Oni są już wampirami
Posługują się też kłami
„Złodziej magii” serca skadnie
Na półce wygląda ładnie
„Klika...” zazdrość wzbudzi w nas
I nie ma tam żadnych innych ras!
Filip z Lucyferem także
Lubią Piekło, są w nim wszkaże
„Upadli” i Aaron sprawią
Że anioły będą naszą marą
Stracharz? Tak, wygląda źle.
Ale od razu zakochałam w nim się!
Książka duża jest czy mała...
Zawsze będę ją kochała!
W Jaguarze wszystkie są
I żeby kupić je chcą!
Tekst: Nadeine & Suzan Dragon
---
A poza tym dzisiaj mamy pierwsze spotkanie w sprawie teledysku do "Nevermore" :) Szalenie jestem ciekawa, co z tego wyniknie :> W życiu nie brałam udziału w wymyślaniu taledysku, w nagrywaniu teledysku, w ogóle z niczym, co ma jakikolwiek związek z muzyką :D
wtorek, 4 października 2011
Dzieci Cienie

Dzisiaj mamy dzień premiery pierwszego tomu serii "Dzieci Cienie" Margaret Peterson Haddix. Mało (zbyt mało) pisałam na blogu o tej książce, może dlatego, że tak się złożyło, iż nie ja się nią zajmuje. Nie zmienia to jednak faktu, że książka jest dobra i zdecydowanie zasługuje na uwagę.
Na wydanie "Dzieci Cieni" zdecydowałyśmy się po Targach Książki w Bolonii. Długo zastanawiałyśmy się, w jaki sposób wydać coś, co liczy sobie siedem cienkich tomów. W końcu zdecydowałyśmy, że będziemy wydawać po dwa tomiki w jednym woluminie, co obniży cenę i nie odstraszy przyzwyczajonego do grubszych pozycji czytelnika :) Et voila. Książka jest w Empikach.
"Dzieci Cienie" to nasze drugie spotkanie z dystopią, a właściwie czymś dystopii pokrewnym. Pierwsza była seria GONE :) Akcja "Dzieci Cieni" rozgrywa się w przyszłości, w fikcyjnym totalitarnym społeczeństwie. Nakazem prawa rodziny, rzekomo z powodu wyczerpujących się zasobów żywności, mają prawo do posiadania jedynie dwojga dzieci. Trzecie dzieci, te nielegalne, są bezwzględnie ścigane. Zarówno im, jak ich najbliższym, grozi śmierć. W "Dzieciach Cieniach" nie znajdziecie paranormalnych mocy, mutantów i dziwnych genetycznych eksperymentów. I dobrze. Bo prawdziwą siłą tej książki są znakomicie opisane stosunki międzyludzkie. Może brzmi to trochę nudnawo, ale wierzcie mi - powieści Haddix wbijają w fotel. Jeśli myślicie, że autorzy książek dla młodzieży wzbraniają się przed zabijaniem swoich bohaterów, pora zweryfikować przekonania. Akcja wywołuje reakcję, raz podjęta decyzja jest brzemienna w konsekwencje. Chcesz walczyć z zastaną rzeczywistością? Jesteś saperem? Jeden błąd i wypadasz...
Dosyć gadania :)
Poniżej pierwsza recenzja książki zaczerpnięta z portalu Nastek.pl. Jej autorką jest Vicky.
Więzienie. Na zawsze. Przez całe życie. Czy wyobrażaliście sobie kiedyś jakby to było, nigdy, przenigdy nie mieć możliwości opuszczenia własnego domu? Zostać zamkniętym w czterech ścianach i nie móc wyjść? Czy lepsze to, czy może śmierć, która niechybnie czeka nas na zewnątrz? Powieść Margaret Peterson Haddix obrazuje życie „nielegalnych” dzieci. Takich, które nigdy nie powinny się urodzić. Bohaterowie serii książek „Dzieci Cienie” nie mają prawa istnieć...

W totalitarnym państwie, gdzie zwyczajni obywatele nie mają wolnego głosu, istnieje okrutne i surowe prawo. Dzięki propagandzie rządu ciężarne kobiety traktowane są jak najgorsi przestępcy. Nie wolno im opuszczać własnych domów czy gospodarstw. Rodzenie dzieci i zwiększanie ludzkiej populacji jest złe i potępiane. Przez trzy lata na świecie panowała susza, nie było plonów, a ludzie głodowali. Już dawno zakazano trzymania w gospodarstwach bezużytecznych zwierząt domowych, jak psy i koty. Teraz wszedł także zakaz posiadania więcej niż dwójki dzieci. Trzecie dziecko w rodzinie nie zasługuje na to, by żyć. Jedyna możliwość przetrwania, to wieczne pozostanie w ukryciu. Bogaci ludzie – zwani notablami – z rządowego zakazu uczynili dla siebie pewien rodzaj gry. Płacą niesamowite sumy lekarzom, tylko po to, żeby umożliwili kobietom zajście w ciążę z trzecim, surowo zabronionym dzieckiem. Posiadanie takiego nielegalnego potomstwa jest uznawane za rzecz ekskluzywną i modną. Dzięki łapówkom i stanowiskom rządowym ukrywanie dzieci cieni uchodzi notablom na sucho. Co jednak, kiedy trzecie dziecko urodzi się przypadkiem? Na przykład w biednej, farmerskiej rodzinie? Co stanie się wtedy?
Główny bohater, Luke to trzeci syn państwa Garner, ubogiego małżeństwa prowadzącego wiejskie gospodarstwo. Nieświadomy chłopiec żyje sobie beztrosko w wiejskiej chacie, z daleka od ludzi, wiedząc jedynie, że musi się ukrywać.
Jego dzieciństwo jest przyjemne, do czasu, kiedy rząd postanowia wyciąć sąsiadujący z farmą las, a na jego miejscu wybudować domy dla swoich urzędników. Wtedy wszystko, co do tej pory znał chłopiec, zmienia się diametralnie. Zostaje on odizolowany od świata zewnętrznego i staje się więźniem we własnym domu. Gdyby ktoś go zobaczył, czekałaby go śmierć, a na to kochający rodzice zwyczajnie nie mogli pozwolić. Cała egzystencja Luka staje się smutna i szara. Chłopiec popada w depresję, nie radzi sobie z zamknięciem w czterech ścianach i samotnością. Wszystko zmienia się w momencie, kiedy zauważa w oknie sąsiedniego domu jakiś cień, osobę, której wcale nie powinno tam być...
Lubię książki jednocześnie wesołe i smutne. Takie, przy których można śmiać się i płakać. „Dzieci Cienie” do takich właśnie powieści należą. Lekki humor i dziecięce przekomarzania przeplatają się tutaj z widmem okrucieństwa i śmierci. Mimo młodego wieku, „cienie” są pełne odwagi oraz nadziei. Chcą walczyć o własną wolność i prawo do istnienia. Główny bohater, Luke, nie jest jednak przekonany czy pokojowa demonstracja, to najlepsze rozwiązanie. Antyutopijny rząd nie waha się przed użyciem siły i sprawianiem, by dla dobra ustroju, ludziom żyło się jak najgorzej.
Książka, mimo, że lekka i miła w czytaniu, do płytkich nie należny. Czytelników zmusza do intensywnego myślenia i zastanawiania się nad tym, co w naszym własnym państwie można by zmienić. Patrząc na powieść od strony technicznej, uważam, że zarówno pani Małgorzata Kaczarowska bardzo dobrze sprawdziła się w roli tłumacza pierwszej części serii „Dzieci Cieni” – „Wśród Ukrytych”, jak i wydawnictwo Jaguar niemal wzorowo poradziło sobie z korektą i doborem mrocznej, tajemniczej okładki. Piszę niemal, ponieważ czytając natknęłam się tylko na jeden, rażący w oczy błąd...
Podsumowując, książkę szczerze polecam. Nie tylko ludziom młodym (lektura dla dzieci to zdecydowanie nie jest!), ale także tym starszym, którzy pamiętają podobne do opisanych w powieści czasy z własnego doświadczenia. „Dzieci Cienie” są dobrą opowieścią dla wszystkich tych, którzy lubią myśleć nad tym, co czytają. Uprzedzam, że książka na pewno, w każdym czytelniku, zostawi po sobie niezatarty ślad.
"Mrok" nadchodzi :)
A ktoś mnie prosił o bannery ;-) Po paru godzinach nad okładką mam dość histeryczny nastrój i trzymają się mnie głuuuuupie dowcipy. To proszę :)


Umieram z ciekawości, jak wygląda na żywo okładka :) Zawsze wychodzą jakieś cyrki z kolorami...
Jeszcze dwie sprawy: jutro umieszczę tutaj odę autorstwa jednej z czytelniczek. Oda zdecydowanie zasługuje na odrębny post :)
Druga sprawa: Jako iż mordowałam tak trochę okładkę do "Nevermore", podzielę się tym, jak w wersji roboczej wygląda, to znaczy nie tylko frontem, ale również tyłem. Książka będzie miała około 460 stron, a nie 500 z kawałkiem, jak w oryginale. Powód jest prosty - wydamy ją w formacie A5, a więc trochę większym niż zazwyczaj, a druk będzie mniejszy niż to się ostatnio przyjęło ;-)

Z dialogów na cztery nogi za pośrednictwem GG:
Ja: Kurczę, myślałabyś, że tak trudno znaleźć zdjęcie NORMALNEGO FACETA?
M: A wyobraź sobie, facetów zawsze deficyt.
Ja: Zaraz mnie coś...
M: Znajdź samą kurtkę i głowę oddzielnie.
Ja: Dobry pomysł, potem doczepię mu nogi!
Stanęło na tym, że zdjęć nie było, bo większość skórzanych kurtek ma, wystawcie sobie, ściągacze. Ściągacze mnie dobiły :)
Ach, niebawem rozwiązanie Głupiego Konkursu. Przyznam, że aż boję się pokazać niektóre teksty moim szefowym. Ja naprawdę nie próbuję się ich pozbyć ;-) Bardzo się lubimy :D
Umieram z ciekawości, jak wygląda na żywo okładka :) Zawsze wychodzą jakieś cyrki z kolorami...
Jeszcze dwie sprawy: jutro umieszczę tutaj odę autorstwa jednej z czytelniczek. Oda zdecydowanie zasługuje na odrębny post :)
Druga sprawa: Jako iż mordowałam tak trochę okładkę do "Nevermore", podzielę się tym, jak w wersji roboczej wygląda, to znaczy nie tylko frontem, ale również tyłem. Książka będzie miała około 460 stron, a nie 500 z kawałkiem, jak w oryginale. Powód jest prosty - wydamy ją w formacie A5, a więc trochę większym niż zazwyczaj, a druk będzie mniejszy niż to się ostatnio przyjęło ;-)

Z dialogów na cztery nogi za pośrednictwem GG:
Ja: Kurczę, myślałabyś, że tak trudno znaleźć zdjęcie NORMALNEGO FACETA?
M: A wyobraź sobie, facetów zawsze deficyt.
Ja: Zaraz mnie coś...
M: Znajdź samą kurtkę i głowę oddzielnie.
Ja: Dobry pomysł, potem doczepię mu nogi!
Stanęło na tym, że zdjęć nie było, bo większość skórzanych kurtek ma, wystawcie sobie, ściągacze. Ściągacze mnie dobiły :)
Ach, niebawem rozwiązanie Głupiego Konkursu. Przyznam, że aż boję się pokazać niektóre teksty moim szefowym. Ja naprawdę nie próbuję się ich pozbyć ;-) Bardzo się lubimy :D
poniedziałek, 3 października 2011
Miniwywiad z Marianne Curley i kilka drobiazgów :)
A oto i obiecany wywiad z Marianne Curley, autorką "Strażników Veridianu". Autorem i tłumaczem jest Matt, a oryginał znajdziecie tutaj:) Dzięki wielkie!
1.Twoja pierwsza książka "Straż" była niesamowita! Dziennikarze chwalili ją, ale niewielu z nich skrytykowało tą powieść. Przejmujesz się tym?
Każdy ma swoje zdanie i uważam, że to wolny świat. Obraźliwe jest natomiast umieszczanie spoilerów. To jest nieprofesjonalne i rujnuje czytanie innym. W przeciwnym razie wszyscy mieliby wolność pisania i wierzyli, że to co czują jest prawdziwym punktem patrzenia na świat.
2.Piszesz jako Ethan i Isabel. Wolisz pisać jako kobieta czy mężczyzna?
Jest mi dobrze pisać z perspektywy obu płci i nie mam ulubionej. Nie widzę problemu z wślizgiwaniem się do ich umysłu. Najciężej pisze się jako Lorian, który nie jest ani kobietą ani mężczyzną.
3.Jak będzie nazywać się trzecia część trylogii? Dlaczego tak?
Trzecia część "Strażników Veridianu" nazywa się KLUCZ. Powód, nadania takiego tytułu, stanie się oczywisty po akcji, która rozwija się w części drugiej.
4.Byłaś kiedyś w Polsce? Może nas odwiedzisz?
Nigdy nie byłam w Polsce, ale bardzo chciałabym was odwiedzić. Mam nadzieję, że uda się to lada dzień.
5.Polski tłumacz przetłumaczył tytuł pierwszej część jako "Strażnicy Veridianu". Czy uważasz, że to lepsza nazwa aniżeli "Strażnicy Czasu"?
Dzięki, że powiedziałeś mi to. Nie wiedziałam. Podoba mi się to i pasuje do historii bardzo dobrze. Nie mam kontroli nad międzynarodowym tłumaczeniem i czasami jestem zaskoczona zmianami w tytule, ale wierzę, że oni wiedzą, co jest najlepsze dla danego kraju. Po raz pierwszy spotykam się, aby w tytule użyto nazwy "Veridian". Myślę, że jest tak dobry jak oryginalny.
6.Dzięki wielkie za wywiad ;-)
Dzięki. Będzie mi bardzo miło, jeżeli znajdzie się okazja do "porozmawiania" z polskimi czytelnikami.
----
A skoro autorka nie ma nic przeciwko pogadance z polskimi czytelnikami (spróbowała by mieć, ha!), to może zrobimy odczytelniczy wywiad z panią Curley? Ten z Lesley został już przeze mnie wysłany ;-) Ale "Strażnicy Veridianu" są na rynku dużo dłużej i może macie jakieś z dawien dawna upragnione pytania?
Hmmm, poza tym rzuciło mi się w oczy, że wielu Zachodnich czytelników organizuje blogowe wywiady na własną rękę :) Bardzo fajna inicjatywa, oczywiście oni mają łatwiej, są anglojęzyczni. Ale zdziwilibyście się, jak szalenie chętnie pisarze odpisują młodym czytelnikom :)
Tak przy okazji, wiem, że premiera "Mroku" nieznośnie się opóźnia :( Dostałam informację, że książka jutro przyjedzie z drukarni, tak więc pojutrze powinna już być dostępna.
1.Twoja pierwsza książka "Straż" była niesamowita! Dziennikarze chwalili ją, ale niewielu z nich skrytykowało tą powieść. Przejmujesz się tym?
Każdy ma swoje zdanie i uważam, że to wolny świat. Obraźliwe jest natomiast umieszczanie spoilerów. To jest nieprofesjonalne i rujnuje czytanie innym. W przeciwnym razie wszyscy mieliby wolność pisania i wierzyli, że to co czują jest prawdziwym punktem patrzenia na świat.
2.Piszesz jako Ethan i Isabel. Wolisz pisać jako kobieta czy mężczyzna?
Jest mi dobrze pisać z perspektywy obu płci i nie mam ulubionej. Nie widzę problemu z wślizgiwaniem się do ich umysłu. Najciężej pisze się jako Lorian, który nie jest ani kobietą ani mężczyzną.
3.Jak będzie nazywać się trzecia część trylogii? Dlaczego tak?
Trzecia część "Strażników Veridianu" nazywa się KLUCZ. Powód, nadania takiego tytułu, stanie się oczywisty po akcji, która rozwija się w części drugiej.
4.Byłaś kiedyś w Polsce? Może nas odwiedzisz?
Nigdy nie byłam w Polsce, ale bardzo chciałabym was odwiedzić. Mam nadzieję, że uda się to lada dzień.
5.Polski tłumacz przetłumaczył tytuł pierwszej część jako "Strażnicy Veridianu". Czy uważasz, że to lepsza nazwa aniżeli "Strażnicy Czasu"?
Dzięki, że powiedziałeś mi to. Nie wiedziałam. Podoba mi się to i pasuje do historii bardzo dobrze. Nie mam kontroli nad międzynarodowym tłumaczeniem i czasami jestem zaskoczona zmianami w tytule, ale wierzę, że oni wiedzą, co jest najlepsze dla danego kraju. Po raz pierwszy spotykam się, aby w tytule użyto nazwy "Veridian". Myślę, że jest tak dobry jak oryginalny.
6.Dzięki wielkie za wywiad ;-)
Dzięki. Będzie mi bardzo miło, jeżeli znajdzie się okazja do "porozmawiania" z polskimi czytelnikami.
----
A skoro autorka nie ma nic przeciwko pogadance z polskimi czytelnikami (spróbowała by mieć, ha!), to może zrobimy odczytelniczy wywiad z panią Curley? Ten z Lesley został już przeze mnie wysłany ;-) Ale "Strażnicy Veridianu" są na rynku dużo dłużej i może macie jakieś z dawien dawna upragnione pytania?
Hmmm, poza tym rzuciło mi się w oczy, że wielu Zachodnich czytelników organizuje blogowe wywiady na własną rękę :) Bardzo fajna inicjatywa, oczywiście oni mają łatwiej, są anglojęzyczni. Ale zdziwilibyście się, jak szalenie chętnie pisarze odpisują młodym czytelnikom :)
Tak przy okazji, wiem, że premiera "Mroku" nieznośnie się opóźnia :( Dostałam informację, że książka jutro przyjedzie z drukarni, tak więc pojutrze powinna już być dostępna.
Lordowie Chaosu
Grałam kiedyś w Warhammera (ktoś zna?), czyli w RPG. I tam byli Lordowie Chaosu. I różne inne stworzenia Chaosu, czyli archetypowi źli. Większość miała macki. Z żalem stwierdzam, że sama jestem takim Lordem, bo chaos mam we wszystkim. Obecnie również w mózgu. Przeziębienie - runda druga. Aha, macek nie mam.
Ad rem: mam na tapecie wywiad z Lesley Livingston, przyjmę z podziękowaniem informację o tym, co Was interesuje w kwestii tej autorki :) Uwielbiam rozmawiać z pisarzami, staram się z każdym ;-) Ale... Ale w jednej kwestii wyprzedził mnie jeden z czytelników, który pokusił się o zadanie kilku pytań autorce "Strażników Veridianu", Marianne Curley. Później wrzucę miniwywiad, a na razie udam się walczyć z zapchanymi katarem zwojami w mózgu.
Ad rem: mam na tapecie wywiad z Lesley Livingston, przyjmę z podziękowaniem informację o tym, co Was interesuje w kwestii tej autorki :) Uwielbiam rozmawiać z pisarzami, staram się z każdym ;-) Ale... Ale w jednej kwestii wyprzedził mnie jeden z czytelników, który pokusił się o zadanie kilku pytań autorce "Strażników Veridianu", Marianne Curley. Później wrzucę miniwywiad, a na razie udam się walczyć z zapchanymi katarem zwojami w mózgu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)