Próba ognia

czwartek, 24 stycznia 2013

KONKURS na rozgrzewkę



Tak się ostatnio rozleniwiłam, że odczuwam głęboką potrzebę zrobienia konkursu J Jak zwykle książkowego. Tym razem nie będę wymyślać nieistniejących książek, które każę Wam w pocie czoła skończyć ku mojej radości (pamiętacie „Pustkę”?), ale posłużę się książką, która niebawem się ukaże i z którą wiążę naprawdę spore nadzieje!

I nie, nie będzie to konkurs polegający na zgadywaniu, jaka to książka…


To jest, moi Państwo, naprawdę dobra powieść. Babska, owszem, ale poruszająca kilka ważnych tematów. A przy tym ciepła, bezpretensjonalna i podnosząca na duchu. Ponieważ i tak wszyscy buszują po Amazonie, zachęcam do rzucenia okiem na recenzje „Easy”, bo tak się rzecz nazywa w oryginale. Przekonujące? Mam nadzieję, że tak. Dla młodzieży? Ekhem… Noooo… Właściwie nie. W każdym razie nie poniżej 15 roku życia, ok? Nie żebym komuś żałowała kapitalnej lektury, ale mnie tu pedagogicznie ciśnie, że o pewnych rzeczach się w pewnym wieku nie powinno (co jest zupełnie bez sensu, gdyż podejrzewam, iż całkiem niewąskie grono niepełnoletnich dobrało się do osławionych „Pięćdziesięciu twarzy Greya”, poprawcie mnie, jeśli się mylę ;-)) i już.

No to konkurs. Odpowiedzi poproszę pod tym postem, okej?
(Ludzie, ratunku, usiłuję coś wymyślić. M (nowa kobieta w babskim gronie) już podejrzliwie na mnie patrzy. Już 45 minut gapienia się tępo w monitor!)

Wymyśl najbardziej absurdalny, porażający, rozgrzewający powód, z którego bohaterowie powieści miłosnej (Ziuta i Kazik) nagle zaczynają się żreć, aż wreszcie postanawiają się rozstać

Wiecie – rozstania są obowiązkowe przed happy-endem. Tylko błagam, nie piszcie, że Kazik jest upadłym aniołem, a Ziuta ma uczulenie na pierze, co? Choć w sumie… Czemu nie ;-)

Do wygrania oczywiście „Tak blisko” Tammary Webber – sztuk trzy. Czekam na odpowiedzi do 3 lutego, bo wtedy pewnie będę już miała egzemplarze książki, żeby je rozesłać J Mam nadzieję, że znowu popłaczę się ze śmiechu, czytając odpowiedzi J

A jak już wyjdzie „Tak blisko”, jak parę osób je przeczyta, to zarzucę jakiś ciekawy temat do poważniejszych dywagacji.
---
Z innej mańki – nie wiem, czy wy również odczuwacie galopujący kryzys i wpływ parszywej pogody na samopoczucie… W sklepach pusto, na ulicach zaspy, nawet w Empikach jeno światło, półki i sprzedawcy. Eeeeeeeeeech.

31 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Choć nie czytuję obyczajówek, to może skuszę się na udział w konkursie;)

    OdpowiedzUsuń
  3. A co tam, najwyżej nie wygram [co i tak jest wątpliwe z moim szczęściem] :D
    Okropnie gorącego letniego dnia Kazik wrócił do domu, gdzie czekała na niego Ziuta. Zdjął buty i podszedł do swej narzeczonej [dziewczyny/ żony/ kochanki?], aby się z nią przywitać i pocałować ją. Dziewczyna momentalnie zerwała się z krzesła, pobiegła do sypialni i wyciągnęła spod łóżka walizkę, do której wrzuciła wszystkie rzeczy chłopaka. Ten zdziwiony wszedł do ich wspólnego pokoju i usłyszał:
    - CZY TY DO CHOLERY NIE ZROZUMIESZ, ŻE DŁUŻEJ NIE WYTRZYMAM Z TYMI TWOIMI ŚMIERDZĄCYMI STOPAMI? W CAŁYM MIESZKANIU CAPI JAKBY TRUP TU SIĘ ROZKŁADAŁ! Z NAMI KONIEC, JASNE?! - wrzeszczała Ziuta. Kazik wziął walizkę, trzasnął drzwiami i więcej nie wrócił. Ani do mieszkania, ani do życia Ziuty.

    -----
    tak, tak, jestem psychiczny :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Też się skuszę na konkurs. Mam już nawet pomysł :D. Skończę tylko korektę pracy dyplomowej brata i już się zabieram za pisanie ;).

    OdpowiedzUsuń
  5. ... bo on wciąż miał brudne uszy!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. To ze stopami powyżej mnie rozwaliło xD

    Ona z nim zrywa, bo poznała przystojnego Edwarda z osiedla obok. On jej mówi, że ma to gdzieś, bo też kogoś sobie znalazł - owłosionego Jacoba z bloku naprzeciwko xD

    OdpowiedzUsuń
  7. Ziuta miała dosyć widoku podniesionej deski w łazience. Dostawała przez to ataków niekontrolowanej agresji. Kazik tego nie rozumiał i po długich dyskusjach doszli do wniosku ,że powinni się rozstać.
    (Nie Kazik z deską ,ale Kazik z Ziutą) ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Może każde z nich źle smakowało tej drugiej osobie i postanowili żreć kogoś innego. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  9. Skoro już jesteśmy przy Greyu...


    Ziuta cały czas czyta Greya pod kołdrą. Po skończeniu lektury zrywa z Kazikiem bo Kazik: nie ma sypialni z widokiem na metropolię, tylko na pobliski monopolowy, przez co podczas wiadomoczego z Ziutą myśli o piwie, gdy tylko wyjrzy przez okno

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kazik wciąż grzebał w nosie. I to nie tylko w domu, ale i poza, przynosząc swej żonie okropny wstyd. Sąsiedzi wciąż się nabijali i wytykali go palcami. Ziuta wpierw znosiła to w milczeniu, mimo iż sąsiadki posyłały jej złośliwe uśmieszki. Kiedy jednak Kazik wywinął jej taki sam numer podczas osiedlowej imprezy, zjadając dodatkowo swojego gluta na oczach wszystkich ludzi jakby to był najlepszy przysmak na świecie, puściły jej nerwy.
      -Jak możesz?! - krzyknęła z odrazą. - To wstrętne i i i …. niehigieniczne!
      Kazik zdziwiony popatrzył wpierw na żonę, a potem na palec, na którym połyskiwał świeży glut. Ja tylko staram się dostarczyć swojemu organizmowi wszystko co najlepsze.
      -Najlepsze? Przecież to glut!
      -Wiem, ale gdybym nie był przekonany, że jest dla mnie najlepszy, musiałbym przestać wierzyć, że i ty taka jesteś.
      Oburzona zassała powietrze, a potem krzyknęła.
      -Ty wstrętny chamie. Gotuję ci, sprzątam i piorę, a ty tak mi się odwdzięczasz? Z nami koniec! Ciekawe czy najesz się swoimi glutami!

      Usuń
  10. - Ty świnio perfidna! Paskudo! NIEWDZIĘCZNIKU! TO JA CI, KRETYNIE, OBIADY GOTUJĘ, DO SNU TULĘ, GACIE PIORĘ I W KOSTECZKĘ SKŁADAM, A TY, TY…! – Ziuta wmaszerowała do korytarza i stanęła w drzwiach łazienki, do której to Kazik, w pozycji wielce sugerującej konieczność skorzystania z toalety, chciał wparować.
    - Co jest, słoneczko? – zapytał słodko Kazik, próbując się wyprostować, lecz czy to z powodu bólu w okolicach nerek czy też problemów innej natury, zgiął się z powrotem wpół.
    - JA CI DAM SŁONECZKO, O MIŁOŚCI WIELKA OD SIEDMIU BOLEŚCI! A więc to tak?! Zaharowuję się w domu jak wół, pracuję po 14 godzin, byś miał co do ust włożyć w przerwie w graniu na tej swojej… - tu posypała się z ust Ziuty wiązanka przekleństw, której pozazdrościłby nawet stary wilk morski -… konsoli, a masz czelność nie przyznawać się do mnie przed kuplami?!
    Szok i strach jakiego doznał Kazik, sprawiły, że mu się odechciało.
    - Co? Jak to? Kochanie moje, o co ci chodzi? Przecież ja cię zawsze, ZAWSZE!, przy kumplach pod niebiosa wychwalam! – odparł Kazik i podszedł do Ziuty, by ją przytulić. Ta zamiast oddać się swojemu facetowi, sięgnęła po bukiecik kwiatów z wazonu, który stał sobie kulturalnie na stoliczku w korytarzu, i zaczęła tym bukiecikiem go okładać raz po raz (Kazika, nie wazon :) ).
    - Ach tak?! A więc ukrywasz przed swoimi ex, że już sobie kogo znalazłeś! Że co, że niby brzydka, niska, ważąca całe 42kg hipopotamica, która nic tylko się bólami głowy wymawia! Tak?! Tak?! Ja ci tam, potworze… - i znów posypała się wiązanka. Kazik nie miał bladego pojęcia, skąd Ziuta zna takie słowa. Większość z nich on sam słyszał po raz pierwszy, a przecież wszyscy znajomi mówili, że to jego kobieta jest to lepszą połówką pomarańczy.
    - Nie, no gdzie, żabcio! Skąd ci się to wzięło? Przecież wiesz, że cię kocham nad życie. Nie rozumiem, czemu miałbym cię niby ukrywać przed światem?
    -Skąd mam wiedzieć! Przecież to ty… to ty… TO TY NIE ZMIENIŁEŚ STATUSU ZWIĄZKU NA FACEBOOK’U!
    A później było już tylko gorzej.
    Bo nie zna piekło straszliwszej furii nad wściekłość wzgardzonej kobiety.

    PS
    Kilka godzin później…
    Zaryczana Ziuta ciągnie przez mieszkanie 5 walizek, 4 torby i 3 worki z wszystkimi swoimi rzeczami – od ciuchów i butów, przez książki i filmy, do garnków i kosmetyczek włącznie. Jakimś cudem w między czasie udaje jej się jeszcze co chwila krzyczeć na Kazika i rzucać w niego białą zastawą kuchenną, którą to kupili kilka miesięcy temu razem w Biedronce. Kazik w tym czasie próbował się uchylać przed Ziutowymi pociskami, odgryzać się ukochanej za oskarżenia i otwierać jej wszelkie stojące na przeszkodzie drzwi (co jak co, ale Kazikowi nie można odebrać miana dżeltelmena). Kiedy w końcu Ziuta wytargała wszystkie możliwe swoje toboły na klatkę schodową, rzuciła w Kazika widelcem (nikt nie wie, skąd się wziął w jej ręce), ten jednak zdążył się uchylić w ostatnim momencie.
    - Aha! Fajnie! – wrzasnął w gniewie Kazik. - A ZUPA BYŁA ZA SŁONA! – rzucił i trzasnął wyjściowymi drzwiami.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bo Ziuta była fanką Zmierzchu, a Kazik zwyczajnie nienawidził brokatowych wegetarian. Sam był za to wielkim miłośnikiem Justina Bibera i pokój wytapetował jego plakatami.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ziuta doskonale wiedziała, co Kazik robi w wolnym czasie. W końcu kochali się, więc nie mieli przed sobą żadnych tajemnic. Zasada była jedna - na litość boską, nie w domu! Bo sprzątać potem trzeba, bo to niehigieniczne i pachnie też nie najlepiej. Cóż poradzić. Kazik dostosował się do tych zasad. Do czasu.
    Pewnego dnia pomysły na miejsca, gdzie mógł oddawać się swoim żądzom wyparowały mu z głowy. Już był gotowy! Ciało napięte, zabawki przygotowane, partnerka do zabawy także się znalazła (kręcone włosy, orzechowe oczy, duże stopy i pulchne ciałko - tak jak lubił), ale zorientował się, że nie znalazł wcześniej lokalu, a tak się przecież nie da. No to w przypływie desperacji przeniósł imprezę do domu.
    Ziuta już spała (ciężko, by tego nie robiła o trzeciej nad ranem), gdy Kazik dotarł na miejsce. Zachowywał się cicho, jak na męża łamiącego zasady przystało. Zostawił partnerkę w kuchni i poszedł do samochodu po zabawki. Niestety ona była dość upierdliwa i zaczęła się rzucać po kuchni, kopnęła nogę od stołu i spadła na podłogę szklanka z resztką herbaty. Rozbiła się. Ziuta wrażliwa na hałasy się obudziła. Kazik zdążył wrócić i zobaczył, co się stało, a po chwili w drzwiach kuchni stanęła Ziuta. Na jej twarzy odmalowała się furia.
    - Ty cholerny morderco! Mówiłam, że nie w domu! Nie w domu! Nie możesz jej zabić gdzie indziej?!
    - Ale Ziuciu... - zaczął. - Zapomniałem...
    - Nie obchodzi mnie to! Wynoś się z nią! Żadnego zabijania na podłodze w kuchni! Ani jakiejkolwiek innej części domu!
    Kazik się zdenerwował i stwierdził, że żona mu rozkazywać nie będzie. Wściekły złapał nóż kuchenny i zabił swoją ofiarę nie dochowując rytuału. Tylko po to, żeby zrobić na złość Ziucie.
    Zdecydowanie mu się udało.

    OdpowiedzUsuń
  13. Miłość potrafi perfidnie oślepić człowieka, nawet jeśli ma wszystkie dioptrie w normie. Miłość jest jak fala mydła zalewająca ci oczy i czasem na prawdę nie masz pojęcia, że ukochana osoba nie jest taka jak ci się wydawało. Ziuta śliniła się do Kazika, od pierwszego wejrzenia. On trochę później, ale kto mógł by mieć mu to za złe, bo jak tu dostrzec miłość swego życia w tłumie innych bardziej atrakcyjnych kandydatów. Jednak gdy pączek miłości w końcu zakwitł, wydawało się, że będzie tak pięknie już na zawsze. Aż do tego okropnego dnia, kiedy
    nasze słodkie gołąbeczki wybrały się do klubu. Po wielu namiętnych chwilach na parkiecie Kazik poszedł po coś do picia a Ziuta grzecznie czekała. Czekała, czekała, czekała...W końcu się wkurzyła i nie wytrzymała, poszła go szukać, bo już naprawdę chciało jej się pić i wtedy to nakryła Kazika w ciemnym kącie klubu, wymieniającego francuskie pocałunki z... innym facetem?! Tego było za wiele. Z wściekłości prawie wysadziło jej gałki oczne i przy okazji parę innych
    organów. Krzyczała na niego ogarnięta furią: "TY *** *****! Co to ***** ma być?! Jak do ***** mogłeś mi to zrobić?! Nienawidzę cię ty ******. Wolisz tego geja od pięknej kobiety, którą jestem?!" i tak dalej. Jego odpowiedź była miażdżąca: "Chwila, kochanie. To ty nie jesteś facetem?"...

    OdpowiedzUsuń
  14. On do Niej: "Ta zupa jest za słona". Ona patrzy na niego odrobinę zaskoczona. On wychodzi do sypialni, pakuje walizkę i wychodzi. W drzwiach odwraca się i mówi "Tak się nie da dalej żyć".



    Kiedyś w przyszłości Ona przestanie obficie solić i dzięki temu będzie mógł zaistnieć happy end :)

    OdpowiedzUsuń
  15. -Chrapiesz kochanie.
    -Wcale nie chrapię!
    -Chrapiesz!
    -Ja tylko toruję tlenowi drogę to moich płuc, nie moja wina, że moja przegroda nosowa stawia mu opór.
    Patrząc na mnie zdegustowanym wzrokiem moja połówka z zamachem odrzuca kołdrę, podchodzi do szafy i zaczyna się pakować.
    -Chrapiesz Hela! - nagle Kazik przerwał swoja manifestację i z lekkim zażenowaniem się poprawił - Ziuteczko, kochanie Ty moje, słońce mego życia - przyklęknął na jedno kolano w geście przeprosin.
    -Masz rację. Chrapię. - odrzuciłam swoje włosy. - A ty opuszczasz nie tylko to pomieszczenie, ale i ten dom w trybie natychmiastowym. - Po chwili kąśliwie dodaję. - I jeszcze jedno, nie dość, że jesteś brzydki to puszczasz bąki!

    OdpowiedzUsuń
  16. - Kochanie wróciłem!-krzyknął od progu Kazik wlekąc za sobą setkę torb z zakupami które znalazły się na liście napisanej mu przez Ziutę.
    -Oh w końcu! -rozradowana rzuciła się na torby, jednakże po chwili rzuciła się do pokoju wyjęła walizkę i zaczęła się pakować wyzywając wniebogłosy mężczyzn od idiotów, egoistów i kretynów. Zdezorietowany Kazik wchodzi do pokoju próbując pojąc do takiego przyszło do głowy jego kobiecie...
    -Kochanie! Co się stało?-dopytuje, lawirując pomiędzy rzucanymi w jego stronę pantoflami, a stertą ubrań.
    -Jak to co!? Ty chamie! I egoisto! Tak dalej żyć nie mogę! Wynoszę się! -krzyczała zapłakana ciskając szpilkami w głowę Kazika.
    -Ale co ja takiego zrobiłem?!
    -Jak to co?! A GDZIE CZEKOLADA!? Dokładnie pamiętam że 3 dni temu pomiędzy gadaniem o stryju ciotki męża brata kazałam i kupić czekoladę ! -zatrzasnąwszy walizkę i łypiąc gniewnie wyszła z pokoju klnąc na mężczyzn...

    OdpowiedzUsuń
  17. Ziuta i Kazik rozstali się przez kanapkę ze żmiją. Kazik był facetem wspaniałym, cudownym, potrafił to i owo, całował jak nikt inny ma świecie, ale miał jeden poważny mankament, który wywoływał u Ziuty skoki ciśnienia i problemy ze snem, Tak, Kazik rozbierał się gdzie popadnie, zostawiał ubranie jakby nagle wybuchł pożar i musiał się natychmiast ewakuować. Ziuta pogodziła się z losem, że rano potyka się o koszulki, spodnie i galoty i chcą nie chcąc cierpliwie wynosiła je do kosza na bieliznę, ale jednego zdzierżyć nie mogła, całodniowych skarpetek które niczym pełzające żmija wpełzały pod łózko i wydzielały jadowite aromaty. Całonocna inhalacja wywoływała u Ziuty problemy ze wstaniem, spóźniała się do pracy, kilkakrotnie wylądowała u szefa na dywaniku. Rozmawiała o tym z Kaziem, tłumaczyła, prosiła, błagała ale on w tym miejscu był niereformowalny. Pewnego dnia coś w niej pękło, wydostała żmije, rozkroiła świeżą bułeczkę, posmarowała masłem i zamiast wędlinki włożyła jadowitego gada, nakryła pomidorkiem, sałatką i zapakowała ukochanemu śniadanko do pracy. Nie chce wiedzieć,co działo się później, upokorzony Kazio wrócił do domu, jego monolog nie miał końca, machał łapami, ale zamiast wynieść naukę z tej lekcji,spakował walizkę i tyle go Ziuta widziała.

    OdpowiedzUsuń
  18. - Co to do jasnej cholery jest?- huknęła wściekła Ziuta.
    - Ale kochanie nie ma się o co wściekać. Nie denerwuj się, bo ci żabciu cukier skoczy- Kaziu starał się ze wszystkich sił załagodzić sytuację.
    - Kazik nie wiesz, jak blisko przegięcia jesteś!
    - Kochanie, żeby niepotrzebnie nie kłapać jadaczką, to ja ci opowiem, jak to się zaczęło- wtedy sama wszystko zrozumiesz.
    No i chłop zatopił się we wspomnieniach:

    - Wracałem właśnie z baru, gdzie raczyłem się najnowszym samogonem Francika. Oj żebyś ty wiedziała, jakie to cudo ma odrzut! Usiłowałem zaprosić do namiętnego tańca samotną latarnię na ulicy Towarzyskiej, kiedy z nikąd pojawia się rozkraczone cosik i wybałusza ping- pongi na mnie.
    - Jaaa piórkujeeeeee- słyszę głos do złudzenia przypominający głos Piotra Fronczewskiego- alem ente zaliczył.
    Potknąwszy się o własną szczękę opadłą ze zdziwienia podchodzę do cudaka i myślę na głos:
    - Co to za karakan?
    I jak mi to to coś nie odszczeka:- Karakana se w rodzinie znajdź.
    Tu ma miejsce moja inteligentna riposta:- EEEEEEEEyyyyyyy...
    - No to bomba- nie wystarczy, żeby kosmici mnie z randki życia porwali, sondę mi w tyłek wsadzili, z mózgu arbuza zrobili i wykopali mnie z siłą wodospadu tam, gdzie diabeł zwija beton na noc, to jeszcze z debilem przyszło mi rozmawiać- odparowało to coś.
    Raz po raz przecieram zaszokowane oczka i w końcu muszę przyznać sam przed sobą, że najprawdopodobniej z wielbłądem mam do czynienia.
    - Kolo coś mi się wydaje, że możemy sobie nawzajem pomóc. Ja tobie pomogę stworzyć fenomenalny system do multi, toto lotka itd., a ty mi zaoferujesz dożywotni wikt i opierunek. Dwa razy nie powtórzę ci tej propozycji. No skoro przy konkretach jesteśmy to z góry ustalmy zasady dwunogi: nie ma żadnego rumakowania na mnie, odnosisz się z szacuneczkiem, jesteś na każde moje skinienie i możesz się do mnie zwracać: jaśnie pan Helmut WSPANIAŁY.
    Nie no bez jaj, włochacz jest szalony!!!
    - Na potwierdzenie prawdziwości mych słów powiem ci, że w kieszeni masz dziurawą prezerwatywę, która chciałeś Ziucie do torebki wsunąć, żeby sprawdzić, czy czasem zaciążona z pracy nie wróci hihihihih. Yyyyy-ha, yyyyy-ha (zarżał jak osioł), ale baran z ciebie koleś.
    - Szóstka w totka jest chyba warta narażania się żonie- podsumowałem krótko tą wymianę zdań.

    I jesteśmy Ziuciu.

    Kobieta była purpurowa na twarzy, z uszów puściła się wrząca para, a ślina pryskająca z ust wypalała dziury w podłożu.
    - Ty pokręcony, bezmózgi, wypierdku! Nie lama będzie powodem do rozwodu, ale twój psychiczny pomysł z prezerwatywą. Tylko idiota mógł się tak wygadać. Helmut zostaje, bo jeść coś musi, a ty znikaj z mojego życia.
    - No właśnie znikaj ty odpadzie Darwinowski. Żeby taki numer tak wspaniałej i pięknej kobiecie wywinąć...

    I w taki sposób kolejny żywot został zrujnowany przez wątpliwej jakości alkohol.

    P.S. Dwa tygodnie później Ziuta wygrała swój pierwszy milion. Pół roku później Ziuta kupiła domek na Wyspach Kanaryjskich. A niedługo potem stanęła na ślubnym kobiercu z Helmutem. I żyli długo i szczęśliwie.
    Yyyyy-ha, yyyyy-ha.

    OdpowiedzUsuń
  19. może i ja spróbuję;)

    Ziuta wpadła do domu jak burza. Rzuciła tylko siatki z zakupami w przedpokoju, po czym bez żadnego ostrzeżenia wpadła do salonu. Na dość niewygodnej kanapie, kupionej na jednej z wyprzedaży w Ikei, siedział Kazik. Spojrzał na swoją dziewczynę znad dość nudnej gazety, widząc jej minę, odłożył ją na bok.
    -Co się stało, słoneczko? - zapytał, posyłając jej jeden z tych uśmiechów, których nie powstydził się nawet Leonardo DiCaprio.
    -Nie odzywaj się pieprzony chamie. Myślałeś, że się nie dowiem co? Tyle czułych słówek, tyle godzin przegadanych na jego temat. Dobrze, że Wandzia ma nosa i to wyniuchała. Z nami koniec rozumiesz?! Nie chcę cie więcej widzieć!
    Gdyby szczęka Kazia była elastyczna zapewne właśnie w tej chwili leżałaby na ziemi, oczy obok nich.
    -Ale o co ci chodzi rybko? - zapytał gdy otrząsnął się z szoku.
    Przez twarz Ziuty przebiegła furia.
    -I co będziesz teraz udawał, że jesteś tam samo święty jak te krowy w Indiach, udając, że nic nie wiesz?
    Teraz Kazi to już w ogóle nie nie wiedział o co jej chodzi.
    -Błagam kobieto, powiedz mi o co ci chodzi?!
    -KIEDY MIAŁEŚ ZAMIAR MI POWIEDZIEĆ, ŻE JESTEŚ GEJEM???
    Oczy Kazia zrobiły się wielkie jak piłeczki tenisowe... ewentualnie statki kosmiczne.
    -A skąd ci to niby przyszło do głowy? - zapytał nadal otępiony szokiem.
    -To nie ja non stop, 24h na dobę nawijasz o jakimś Mercedesie!!! Jaki on piękny, jaki wygodny gdy się na nim siedzi, bla, bla bla.
    -Ale Mercedes to samochód! - krzyknął w jej stronę
    Ziuta przewróciła oczami.
    -Taa, a ja jestem Miss Mokrego Podkoszulka. Wynoś się z mojego domu debilu i idź do tego swojego Mercedesa!
    Kazik posłusznie wstał i wyszedł z mieszkania. Po chwili wrócił tylko po to, aby wziąć niedoczytaną, nudną gazetę. Teraz tylko ona mu pozostała. No i oczywiście Mercedes.

    OdpowiedzUsuń
  20. Na rozstanie Ziuty i Kazika wpłynęło tak naprawdę kilka wydarzeń z ich życia. Wszystko zaczęło się od nieposegregowanego prania. Ziuta miała w pralce przygotowane rzeczy białe, do których Kazik dorzucił swoje czarne skarpety. Dziewczyna tak się wściekła, że nie odzywała się do nic nie rozumiejącego faceta przez kilka dni, dopóki nie przyniósł jej bukietu róż.

    Później Kazik przerwał Ziucie wieczorną lekturę "Nevermore" tylko dlatego, że nie mógł znaleźć spodni od piżamy. Dziewczyna była wściekła, że musi opuścić świat Varena i Isobel z tak błahego powodu, więc rozpętało się piekło. Przez kolejne dwa tygodnie Kazik spał na kanapie w salonie.

    Czarę goryczy przelały jednak zbliżające się urodziny mamy Ziuty. Dziewczyna chciała kupić jej coś oryginalnego, więc poprosiła Kazia o pomoc.
    - Kochanie, co kupimy mamusi na urodziny?
    - Może płytę?
    - Świetny pomysł! A jaką?
    - Nagrobną!

    Dziewczyna doszła do wniosku, że skoro Kazik nie potrafi zachować się w pewnych sytuacjach tak jak powinien, czas na rozstanie. W niedługim czasie znalazła sobie innego mężczyznę, który zachowywał się bardzo podobnie. Wtedy zdała sobie sprawę, że wszyscy faceci na których trafia są tacy sami, nie mają za grosz taktu.
    Na wspomnienie Kazia jej serce zaczęło bić szybciej, chłopak o Ziucie też nie mógł zapomnieć, więc bardzo szybko ich historia zakończyła się happy endem! :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Rozstali się przez nos. I mylą się ci, którzy podejrzewają, że Ziuta miała nadzwyczaj rozwinięty węch i wywęszyła zdradę na koszuli Kazika czy coś w tym stylu.
    Otóż pewnej soboty Kazik jak zwykle wstał wcześnie, przebiegł 15 km by utrzymać formę, wrócił do domu ze świeżymi bułkami na śniadanie, posprzątał kuchnię po wczorajszej romantycznej kolacji, odkurzył mieszkanie, wyrzucił śmieci i przygotował dla Ziuty kawę w jej ulubionej filiżance. Ziuta wstała, zjadła śniadanie, ubrała się, umalowała itp. i postanowiła skończyć puzzle, które zaczęła układać poprzedniego dnia. Po dwóch godzinach wyszła na taras, do Kazika koszącego właśnie trawę w ogrodzie i spytała:
    - Gdzie jest mój kawałek układanki?
    - Jaki kawałek kochanie? - odparł czule Kazik
    - No wiesz... jak wczoraj po kolacji niosłeś mnie do łóżka, zahaczyłam nogą o stół i jeden z puzzli spadł na podłogę. Musiał wpaść pod kanapę, ale nigdzie nie mogę go znaleźć. Reszta jest na swoim miejscu i brakuje mi już tylko tego jednego.
    - Hmmm... Nie widziałem żadnego puzzla lecz mogłem go przez przypadek wciągnąć odkurzaczem przy sprzątaniu.
    Twarz Ziuty zrobiła się różowa, potem przeszła przez wszystkie odcienie czerwonego i osiągnęła barwę ciemnej purpury.
    -Chyba sobie ze mnie robisz jaja! Wciągnąłeś odkurzaczem nos mojego Justina Bibera? Natychmiast idź go szukaj!
    - Ale kochanie, to tylko puzzle...
    - Tylko puzzle? To moje puzzle z Justinem, zrobione na specjalne zamówienie! Miały być ozdobą sypialni i wisieć dokładnie naprzeciwko łóżka, abym mogła widzieć go zaraz po przebudzeniu!N-I-E C-H-C-Ę C-I-Ę W-I-D-Z-I-E-Ć B-E-Z T-E-G-O N-O-S-A!!!

    Dwie godziny później Kazik po przegrzebani śmietnika wrócił do domu z pustymi rękami . Ziuta właśnie kończyła pakować jego walizki.

    OdpowiedzUsuń
  22. Po kilku miesiącach związku Kazik przyszedł z Ziutą po raz pierwszy na imprezę integracyjną. W czasie luźnych rozmów o najbliższym wyjeździe służbowym Kazika i kilku innych chłopaków, stara przyjaciółka (Ala) Kazika obiecała mu, że wyjazd przygotuje mu duży słoik zupy, który zawsze lubili od niej dostawać. Ziuta ugryzła się w czasie tej rozmowy w język, jednak że po powrocie do domu, zapytała wprost:
    - Czemu nie powiedziałeś mi o tej zupie, przecież sama mogę ci taką zrobić?
    - Daj spokój to już tradycja, Ala od kilku lat nam taką robi. - Zbył nieco jej pytanie.
    - No, ale przecież jesteś teraz ze mną to czemu ja nie mogę.
    - Bo to jest tradycja i ona zawsze robi.
    - A ja nie mogę, źle gotuje?
    - Nie, daj spokój to tylko słoik zupy...
    - To nie jest TYLKO zupa... czemu tego nie widzisz?
    - Dramatyzujesz!
    - Ja dramatyzuje? Inna kobieta dla ciebie gotuje a Ty uważasz że to jest w porządku.
    - Nie tylko dla mnie, dla chłopaków też.
    - Ale to tobie obiecała przede wszystkim te cholerną zupę nie im. - Ziuta była już wściekła na Kazika, że nie rozumie tak prostej rzeczy jak to, iż poczuła się urażona - W końcu to ona jest jego kobietą, to czemu jakaś inna ma Mu gotować!
    - Histeryzujesz... - powiedział Kazik już zirytowany głupimi według niego oskarżeniami - to tylko taka tradycja.
    - Ja nie histeryzuje! A Ty nic nie rozumiesz! Mam tego dość... Tobie wszystko trzeba tłumaczyć jak dziecku. Czemu choć raz nie pomyślisz o moich uczuciach TYLKO ciągle o sobie. - Ziuta miała już dość - Niech ona ci gotuje, pierze i robi te wszystkie rzeczy, które kobiety bo ja mam tego dosyć. Idź do diabła!

    OdpowiedzUsuń
  23. Kazik jest pedantem. Po ugotowaniu obiadu, natychmiast myje naczynia przez co danie stygnie ale kuchnia wygląda perfekcyjnie.
    Ziuta niestety nie podziela jego entuzjazmu w tej kwestii, i gdy zaczynają bywać u siebie Kazik zauważa, że Ziuta nie jest ideałem. Nie wstydzi się brudnych naczyń w zlewie czy nawet na kredensie, choć przecież powinna. Chłopak, ważąc słowa, delikatnie namawia dziewczę do porządku:
    - Co? - odpowiada na ten nieporadny monolog Ziuta.
    - Chodzi mi o to, że naczynia powinno myć się od razu.
    - Od razu?
    - No tak! Żeby kuchnia wyglądała schludnie i nie mnożyły się bakterie.
    - Przecież to idiotyzm. Bakterie nie mnożą się od tak, bo wtedy nasz obiad też byłby pełen bakterii i w ogóle... o jeny, porządek. Kogo to obchodzi? Są ważniejsze i ciekawsze rzeczy do zrobienia.
    - Mam inne zdanie - odrzekł ozięble Kazik. - I według ciebie jestem idiotą. Chyba już pójdę, zrobiło się późno.
    Czarne chmury zakryły dotychczas błękitne niebo nad Ziutą i Kazikiem. Po tej rozmowie, nic już nie było takie samo.

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie wiem czy jeszcze będę brana pod uwagę, ale napiszę ;D

    Ziuta i Kazik szykowali się na imprezę, w pewnym momencie Ziuta uzmysłowiła sobie, że nie ma lakieru do paznokci i wysłała Kazika, aby ten kupił jej taki lakier w kolorze wrzosu, po około 20 minutach wrócił Kazik z lakierem. Ziuta od razu wzięła lakier i wykrzyczała na Kazika:
    - czy Ty nie widzisz, że to jest LAWENDOWY kolor a nie WRZOSOWY?
    - pani mi taki dała, powiedziałem jej wyraźnie W-R-Z-O-S-O-W-Y.
    - to jest lawendowy, nie pasuje mi do sukienki!
    - Kochanie daj spokój, to tylko lakier do paznokci.
    - TY sobie chyba żartujesz. Z nami koniec, nie mogę być z kimś, kto nie rozróżnia kolorów! - wykrzyczała Ziuta i już więcej nie wróciła do Kazika i zamieszkała z rodzicami.

    OdpowiedzUsuń
  25. Ziuta i Kazik są najszczęśliwszą parą, jaką dotychczas nosiła na sobie kula ziemska. No, przynajmniej najszczęśliwszą parą uwielbiającej robienie konfitur kobiety i wilkołaka. Aby uczynić swój związek jeszcze bliższym, postanawiają zamieszkać razem. Planowanie wspólnego gniazdka staje się dla nich nieodzownym elementem każdego dnia. Kafelki, zasłony, kolory nakrętek na słoiki i łańcuchów w księżycowym lochu Kazika...
    Jednak tę romantyczną sielankę przerywa niespodziewana zachcianka Ziuty. Kobieta marzy o... (chwila napięcia) srebrnym łóżku! Zdeterminowana nie chce słuchać argumentacji chłopaka, który twierdzi, iż srebro go zabija, a skoro planują wśród niego spędzać sporo czasu, to może się okazać kłopotliwe. Nie wierzy w te wilkołacze brednie i stawia mężczyźnie ultimatum: może z nią być tylko pod warunkiem, iż zgodzi się na srebro w sypialni.
    Czy Kazik narazi swoje życie dla ukochanej? Czy Ziuta da się przebłagać? I czy zachcianki kobiety świadczą o... jej ciąży? Jeśli tak, to kim będzie ich dziecko - człowiekiem czy wilkołakiem? Odpowiedzi na te i inne pytania szukajcie w kolejnej części "Przygód Ziuty i Kazika"!

    OdpowiedzUsuń