Próba ognia

sobota, 8 października 2011

Wyniki Głupiego Konkursu :)

Miałyśmy z tym problem. Nielichy. Odpowiedzi nie przyszło zbyt wiele, ale były fantastyczne :) Po burzliwej dyskusji postanowiłyśmy nagrodzić następujące teksty :)

CO SIĘ ZDARZYŁO W JAGUARZE?

- Czy ty wiesz na pewno, co robić? – spytała pewna osoba dziewczynę ze słonecznikami.
- Tak!
- A skąd wzięłaś te słoneczniki? – spytała znowu kobieta o rudych włosach.
- No przecież nie z obrazu van Gogha! – dziewczyna wywróciła oczami. – Dobra, idę już, bo dłużej z wami nie wytrzymam. Spotkamy się na miejscu.
Wszyscy zgodnie przytaknęli. Wymalowana dziewczyna o bardzo krótkiej spódniczce wyszła z ich domu. Skręciła raz, drugi. Tak więc szła, szła.. szła (mówiłem już, że szła?), szła, szła… Lecz po drodze została napadnięta przez jednego z kumpli, który rzucał na ziemię bardzo niepokojący cień.
- Tylko pamiętaj o swojej kwestii, okej? – przypomniał jej, będąc na drzewie.
- Nie ma sprawy. Wbrew waszym opiniom mam mózg.
- Ale w niektórych recenzjach napisali inaczej – uczepił się.
- I co z tego! A w innych mnie wychwalali, senior! – zaprzeczyła i ruszyła dalej.
Przy ulicy Kazimierzowskiej stanęła.
„W którą stronę?” – myślała gorączkowo, ale nie mogła sobie przypomnieć.
- Rzuć mną, a się dowiesz! – krzyknął kolejny stwór.
- Nie! O ile dobrze wiem ty pokazujesz, ile będę żyła!
- A chcesz się dowiedzieć? – zagadnął ją jeszcze raz.
- Nie! – uniosła się i skręciła w odpowiednią stronę.
Po chwili wreszcie dotarła przed budynek. Słoneczniki lekko się przekrzywiły, ale nie obchodziło ją to. Miała dosyć tej długiej drogi. Gdy weszła do budynku, za drzwiami stał chłopak.
- Pomóc ci?
- Odwal się. Dam radę.
W tej chwili słoneczniki się wyprostowały, ale bez niczyjej pomocy. Tak same z siebie.
- Ty, książę, to nie ta bajka.
- No i? Ciebie też wyprostować?
Skrzywiła się i obeszła go, lekko wystraszona. I po co zaangażowała się w to wszystko? Weszła po schodach i na pierwszym piętrze zauważyła wielkiego konia. I to nie dosyć dziwactw – stał w wannie!
- Halo? Może ktoś go weźmie! – zawołała.
W tej chwili przybył inny gościu, z takim kaloryferem na brzuchu, jakiego w życiu nie widziała. Przeleciał nad nią, ledwo się mieszcząc, a za nim pobiegł zwabiony koń. Dziewczyna przeszła przez wannę, ale potem zorientowała się, że straciła słoneczniki.
- Ej! – powiedziała i odebrała je od czerwonego gostka z dzidą.
- Oddaj mi je! – kichnął. – Albo weź je. Nawet przeziębiony, muszę czynić zło, ale jednak moja choroba mi na to nie pozwala!
Szybko go ominęła i weszła na górę. Gdy dotarła przed drzwi, trochę się wystraszyła. Po tych wszystkich wydarzeniach wszystkiego zapomniała.
- Wszystkiego… - zaczęła zjawa.
Dziewczyna obejrzała się. Za nią lewitował duch dziewczyny.
- Ale ty utonęłaś! Co tu robisz?
- Pomagam ci – uśmiechnęła się.
„Och” – pomyślała i chwyciła się za głowę. Upuściła słoneczniki, ale obok niej stała postać z łukiem. Szybko je podniosła i podała dziewczynie.
- Skąd się tu wziąłeś? Nikt za mną nie szedł! – zaprotestowała i wyszarpnęła mu z ręki kwiaty. – Och, nieważne.
Mężczyzna nie odpowiedział, ale w tej chwili zorientowała się, że przybyli wszyscy, tak jak się umówili. Był i chłopak, który wcześniej siedział na drzewie (z książki „Dzieci cienie), Kostka Śmierci (z „Wielkiej Wojny Diabłów”, Caine (z serii „Gone”), kelpie („Oddech Nocy”), a także Aaron („Nefilim”), Halt („Zwiadowcy”, kojarzycie?), Selene (seria „Wojna Czarownic”), Diabeł („Wielka Wojna Diabłów”) oraz topielec (”Pomiędzy”). Poznaliście wszystkich?
Jimena, ta dziewczyna od słoneczników (oczywiście z „Córek Księżyca”) zapukała do drzwi. Uśmiechnęła się, a za nią stali wszyscy bohaterowie książek wydawnictwa Jaguar. Drzwi otworzyła Enty Admin i stała zdziwiona. Założyła ręce na piersi i czekała.
Jimena zaczęła:
- A więc życzymy wam w te szczególne urodziny między innymi więcej takich dziewczyn jak ja.
- Więcej romansów! – krzyknęła Amelia z „Pomiędzy”.
- Zła szerzącego się na świecie! – wepchnął się Diabeł, ale wszyscy spojrzeli na niego krzywo i się ulotnił.
- Strzału w dziesiątkę przy doborze książek – dodał Halt.
- Salud y felicidad! – powiedział Bernardo z “Porta Coeli”, ale nikt go nie zrozumiał.
Enty Admin przyglądała się wszystkiemu, ale nic z tego nie rozumiała.
- Po pierwsze – to ja noszę jarmilki – zwróciła uwagę Jimenie. - A po drugie – westchnęła. – Kto wam powiedział, że Jaguar obchodzi urodziny?
Wszyscy spojrzeli na Jimenę. Ta, zmieszana, odpowiedziała:
- Erak przekazał mi wieść, którą usłyszał od Isabel, która zaś dowiedziała się tego od Septimusa.
- A ten skąd? – spytała Enty Admin.
- Eeeee.... spytaj Septimusa. – odpowiedziała grzecznie Jimena.
Septimus wyszedł sprzed szeregu. Był czerwony na twarzy, ale wydawał sie opanowany.
- No, bo pani tak powiedziała na naradzie wojennej, która skierowana była przeciw wrogim wydawnictwom.
Enty Admin nie mogła tego znieść.
- Po pierwsze narada wojenna to taka nasza nazwa na spotkania, podczas kórych omawiamy założenia wydawnictwa, a żadnej wojny nie rozpoczęliśmy.
Dał się usłyszeć jęk zawodu wśród zebranych postaci. Niektórzy musieli odłożyć zgromadzone pistolety i miecze.
- A – kontynuowała Enty Admin - nie mówiłam o urodzinach, ale o przenosinach! Biuro nam zmienili, bo się rozrastamy!
- Aaaaaaa! - Teraz każdy już załapał, o co chodzi.
- Si! I wszystko jasne! Ale kwiatki możesz wziąć – Jimena wręczyła je Entemu. - Kochani! Wynosimy się! – krzyknęła i wszyscy, włącznie z kelpie i topielcem wynieśli się stąd. Warto dodać, że Aaron rozbił jedno okno, bo miał pilną potrzebę skorzystania z WC, a Diabeł pokusił się o wypisanie sprośnego tekstu grafitti na ścianie, głoszącego “Serena się zsikała”. Drake zaczął torturować przechodnia na ulicy, ale powstrzymał go Łowca Czarownic mocnym ciosem w głowę.
Wracają jednak przed drzwi...
- Ufff... z kim musimy pracować – powiedziała Enty i już chciała zamknąć drzwi, gdy usłyszała stukanie. Rozejrzała się, po czym spojrzała w dół.
- Rzuć mną! – usłyszała, po czym natychmiast zamknęła drzwi.

Marek


UNNAMED

Godzina 14.10. Na Starym Mokotowie, który podobno jest dzielnicą Warszawy - małego nieznanego szerszemu widzowi miasteczka, doszło do niepokojących wydarzeń. Tajemniczy osobnik, płci niezdefiniowanej, przemierza przez miasto siejąc grozę. Prawdopodobnie jest to kobieta, lecz równie prawdopodobnie może to być mężczyzna. Amerykańscy naukowcy nie przeprowadzili jeszcze stosownych badań.
Na ulicy nie widzimy nikogo poza nim, nawet czarne koty zeszły mu z drogi. Niewątpliwie świadczy to o złej aurze bijącej od słoneczników. Czy jednak na pewno są to słoneczniki? To pytanie pozostanie bez odpowiedzi jeszcze tak długo, jak długo zamknięte są akta radzieckiego KGB. Niewprawiony obserwator może jednak opierać się, że są to zwykłe słoneczniki. Skąd przyszły? Dokąd zmierzają? Co zamierzają zrobić po objęciu władzy? Cogito ergo sum? W 47- minutowym wywiadzie, który przeprowadził z nimi nasz reporter, nie pada oni jedno słowo. Ta zagadkowa odpowiedź nasuwa kolejne pytania.
Kolejną rzeczą na która należy zwrócić szczególną uwagę, są jarmilki. Choć wyglądają szczególnie i wyjątkowo, wcale takie nie są. Ich celem jest odwrócenie naszej uwagi od prawdziwego zagrożenia. Biało – czerwona kostka brukowa na którą rzucany jest cień tajemniczego osobnika, jest metaforą zagrożenia naszego kraju, przez obcego najeźdźcę . Jarmilki mają jedynie uśpić naszą czujność, gdy szósta kolumna, już czai się u naszych bram na granicy polsko – portugalskiej.
Godzina 14.11. Wydawnictwo Jaguar. Wejście do budynku jest kolejną metaforą, opisaną w wersetach Nostradamusa. Niestety nie wiemy jeszcze w których. Choć wydawać by się mogło, iż postać zmierza wprost do wydawnictwa, jesteśmy w stanie zauważyć liczne gaśnice. Nie znalazły się tutaj przypadkowo. Ktoś je tam zostawił, ale czy aby na pewno? Zdają się być one jedynie wytworem naszej wyobraźni. Każdy kto oglądał Matrixa, wie o czym mówię.
W 1:25 min tego wstrząsającego filmu widzimy tabliczkę jaguara. Nasi specjaliści od obróbki komputerowej potwierdzają, iż jest to zręczny fotomontaż. Tak naprawdę, postać przed drzwiami jest za drzwiami. Co więc zrobi jaguar? Czy rzuci się na ofiarę? To pozostawiam Państwa wyobraźni.
Cóż wydarzyło się za tymi drzwiami? Jak długo rząd będzie ukrywał przed nami prawdę? Gdzie podział się Żwirek i Muchomorek? Jedynym świadkiem tego wydarzenia jest mumia faraona Tutenchamona , która zwija się po każdej udzielonej przez nas odpowiedzi. Potwierdziła, iż doszło do afery korupcyjnej, zwanej dalej aferą Słonecznikową, która nigdy nie powinna ujrzeć światła dziennego. To jedyne co możemy Państwu powiedzieć, gdyż każdy kto dowie się więcej, zostanie zmumifikowany.

Wieczorem Mortimer obudził się ze swojego snu. W końcu musiał to być sen, no bo jak konkurs może trwać do 31 września, skoro ten ma jedynie 30 dni? Kontemplując swój sen, ruszył zbierać żniwo.

Marcin

Tajemniczy gość w jarmilkach

Drzwi biura otwarły się z hukiem. Zdumieni pracownicy zobaczyli w nich wielki bukiet słoneczników i nogi w jarmilkach. Z bukietu wynurzyła się ręka trzymająca pistolet.
- Nie ruszać się! – krzyknął ktoś zmodulowanym głosem, tak że nie wiadomo było do kogo należy. – Ręce do góry, bo będę strzelać! – wyrażenie w bezokoliczniku znowu uniemożliwiło identyfikację osobnika, który mógł być zarówno kobietą jak i mężczyzną.
Zmotywowani niecierpliwym machnięciem ręki trzymającej pistolet pracownicy, zastygli w bezruchu, wyciągając wysoko do góry ręce. Tłumacz, próbujący nie odrywać się od pracy na przerwę obiadową, ściskał teraz w zębach ledwo napoczętą kanapkę i nerwowo podnosił wzrok na swoje dłonie sterczące wysoko górze i w żaden sposób nie mogące mu pomóc się jej pozbyć. W dodatku wnętrze posiłku, na który składała się szynka i pomidor, nieubłaganie próbowało wydostać się na wolność. Pozostałe osoby, czyli dwie panie, zachowały się w całkiem podobny, acz różny w tłumaczeniu sposób. Pierwsza z nich, pisnęła cienko i okręciła się na fotelu, z radością witając odmianę w codziennej monotonii. Druga wydała z siebie podobny pisk lecz zastygła dużo bardziej niż powinna i nawet wstrzymała oddech, z przerażeniem przypominając sobie różne wybryki terrorystów, o których słyszała w wiadomościach. Z niesmakiem pomyślała, że nie mówili tam nic o jarmilkach i twarzy zasłoniętej słonecznikami.
- Można wiedzieć, czemu zawdzięczamy wizytę? – zapytała pierwsza z pań, posyłając w stronę słoneczników firmowy uśmiech.
- To chyba oczywiste. Macie jakieś ostatnie życzenia? – odpowiedział surowo głos zza zasłony z żółtych płatków.
- Ale… tak nie można! – oburzyła się druga pani. – Jesteś terrorystą? Czemu nosisz jarmilki!? – powoli zaczynała popadać w histerię.
- Nie, nie terrorystą. – zaśmiał się dziwny osobnik. – Ujął bym to raczej mianem psychopaty. – dodał.
Pierwsza z pań podskoczyła na swoim fotelu uśmiechając się jeszcze szerzej, a druga zbladła i wytrzeszczyła oczy.
- Nikt nie mówił, że nie wolno chodzić w jarmilkach. – mruknął gość i podniósł czubek jednego z butów, zapewne przyglądając mu się krytycznie z zza zasłony. – A co, może nie pasują? – zapytał groźnie.
Cała trójka zapewniła go zgodnie, że bardzo dobrze wyglądają. Tłumacz nie wyrażał się w słowach, lecz wydawał aprobujące pomruki, próbując uratować wnętrze kanapki podnosząc głowę do góry.
- Dość gadania. – uciął samozwańczy psychopata. – Czas się pożegnać.
Druga z pań przeszła ze stanu histerii do odrętwienia, tłumacz nie odzywał się, myśląc jak głupio będą wyglądać jego zwłoki z kanapką w zębach, natomiast pani numer jeden była zdecydowana przeciągnąć rozmowę.
- Dlaczego akurat my mamy stać się Twoimi ofiarami? – zapytała. W wielu filmach jakie oglądała, psychopaci mieli zwykle jakieś chore uzasadnienie swoich czynów. Ciekawa była je poznać.
- Bo nikt inny się do tego nie nadawał. – padła odpowiedź.
- Czym my się wyróżniamy? – drążyła.
- Podobno są wśród was osoby z poczuciem humoru. Takie o wiele ciekawiej zabijać niż innych. Zawsze powiedzą coś nietypowego w ostatniej sekundzie życia, no i nie błagają o litość.
- Błagam! – krzyknęła druga pani otrząsając się z odrętwienia.
- Mhmy. – zawtórował jej tłumacz.
- Te kwiatki to na nasz pogrzeb? – spytała pierwsza z pań ignorując krzyki pozostałej dwójki.
- Zgadła pani!
- Proszę nie! – wrzasnęła rozdzierająco druga dama.
- Ciszej. – syknął nieproszony gość.
Wszyscy pracownicy nabrali wody w usta, rzucając sobie ukradkowe spojrzenia.
- Dobrze. Kto na pierwszy ogień?
- Nie… - stęknęła druga dama.
- Mhymmy… - mruknął tłumacz.
- Ja chcę! – krzyknęła radośnie pierwsza pani.
Trzy rzeczy wydarzyły się jednocześnie. Zawartość kanapki tłumacza, nie mogąc się dużej oprzeć sile przyciągania ziemskiego, wypadła z plaśnięciem na podłogę, pani numer dwa opadła bezwładnie na oparcie krzesła, a psychopata nacisnął spust. Rozległ się suchy trzask, a pani która nie zemdlała podbiegła do nieprzytomnej koleżanki.
- O rany… Nie myślałam, że aż tak się przerazi. – powiedziała.
- Jak to? Czemu magazynek był pusty? – dopytywał się tłumacz, opuściwszy ręce i z ulgą odłożywszy kanapkę na biurko. – Szkoda tej szynki i pomidora… - mruknął wbijając wzrok w walające się po podłodze jedzenie.
- Oddycha? – spytał niepewnie cichy głosik.
Z pod słoneczników zwisających w opuszczonej ręce, wyłoniła się dziewczęca twarzyczka z zażenowaniem przyglądając się zemdlonej damie.
Tłumacz zakrztusił się popijaną dla uspokojenia nerwów wodą.
- Co tu się dzieje u licha?! – wrzasnął.
Zemdlona pani, poklepywana po twarzy przez koleżankę i oblana zabraną tłumaczowi wodą, westchnęła i otworzyła oczy.
- Co to za dziewczyna? – spytała. – Gdzie ten psychopata?
- Też chcielibyśmy wiedzieć. – tłumacz spojrzał z byka na gościa.
- To nie był prawdziwy pistolet. – wtrąciła pierwsza pani szeroko uśmiechnięta. – Mój syn kupił sobie taki na odpuście. To plastikowa zabawka. Zorientowałam się, ale byłam ciekawa o co chodzi więc nic nie mówiłam…
- Zawału prawie dostałam! – krzyknęła druga pracowniczka.
- Bardzo przepraszam. – wtrąciła dziewczyna. – Już tłumaczę.
Trzy pary oczu przyszpiliły ją wzrokiem.
- To tak. Mam takie wielki marzenie, żeby ktoś przeczytał moją książkę. Żaden z wydawców jednak nie chciał jej nawet zacząć na próbę. Pomyślałam, że wydawnictwo Jaguar to moja ostatnia nadzieja i że zainteresuję was bardziej jeśli zwrócę na siebie uwagę. Nie przewidziałam aż tak silnej reakcji na moje przedstawienie. – uśmiechnęła się przepraszająco. – Chyba już pójdę. – bąknęła i odwróciła się ku wyjściu.
- Poczekaj! – zatrzymały ją obie panie.
- Właśnie. Po tym wszystkim nie masz wyjścia, tylko musisz nam pokazać swoją pracę. – powiedział tłumacz.
Dziewczynie zabłysły oczy.
- Naprawdę?
Widząc potakujące skinięcia zdjęła z ramion plecak i wyciągnęła z niego segregator. Z niedowierzającym uśmiechem wręczyła go pierwszej z pań.
- Łał… - stęknęła kobieta, udając że ugina się pod jego ciężarem. – Już się nie mogę doczekać lektury. – uśmiechnęła się i wyciągnęła rękę do dziewczyny. – Do końca tygodnia powinnam się z tym uporać. Przyjdź w poniedziałek, dobrze?
- Ej! A my? – spytał z pretensją tłumacz.
- Jeśli praca tej młodej osoby będzie tak dobra, jak przedstawienie które dała, to wszyscy doskonale zapoznamy się z jej treścią.
- Dziękuję i naprawdę bardzo przepraszam, że to tak makabrycznie wyszło. – powiedział dziewczyna.
- Jeszcze jedno. – zatrzymał ją ponownie tłumacz. – Bądź tak dobra i kup mi w sklepiku na rogu parę plasterków szynki. Po tym wszystkim zgłodniałem, a głupio jeść kromkę na sucho…
- Jeszcze drugie. – dodała do niedawna zemdlona pani. – Co z tymi słonecznikami?
- Jeśli się pani podobają, to niech wniosą dużo słońca do tego biura. – odparła dziewczyna.
- Skąd masz te słoneczniki? – spytała pierwsza pani.
Dziewczyna uśmiechnęła się upiornie.
- Zabrałam z cmentarza. – powiedział grobowym głosem. Znikając w drzwiach odwróciła się i mrugnęła okiem do pracowników. Druga pani niepewnie trzymała bukiet.
- Yyyy… To co z tym zrobić?
- To się nazywa grobowe poczucie humoru. – powiedział tłumacz i zachichotał.
- Daj je. – powiedziała jej koleżanka.
Wspięła się na krzesło i włożyła słoneczniki do wazonu stojącego na szafce.
- Praca nigdy nie będzie nudna, kiedy będziemy na nie patrzeć. – powiedziała, z uśmiechem patrząc na kilka sztucznych słońc z brązowymi środkami.



Magdalena

STAY AWARE! Z autorami skontaktuję się na pocz. tygodnia :) A ponieważ inne zgłoszenia również były super, je również wkleję :)

8 komentarzy:

  1. gratuluję zwycięzcom przegapionego przeze mnie ewidentnie konkursu :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Super:) Fajne prace:) Gratuluję:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję ^^ Ostatnia praca szczególnie mi się spodobała, jest świetna ! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurczę! Trzeba było nie usypiać szefowych a Sekretarz nie zostawiać z tym co... pozostało po Jaguarze. Może by się wtedy wygrało... :)
    Gratuluję zwycięzcom. Prace były fantastyczne :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratulacje ! Ciekawy konkurs i świetne prace :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratulacje! Świetny konkurs i prace... Szkoda,że nie wzięłam udziału, A wszystko przez sklerozę :]

    OdpowiedzUsuń
  7. Mogę pogratulować zwycięzcom - a Tobie pomysłu na taki ambitny konkurs xD

    OdpowiedzUsuń
  8. O.o Naprawdę? Rety. Ale czad!
    Bardzo ślicznie dziękuję, cieszę się, że się spodobała ^^
    I gratuluję pozostałym :)

    OdpowiedzUsuń